DRUGI SUKCES REPREZENTACJI ANASTASIEGO | SECOND SUCCESS OF ANASTASI (EURO VOLLEY 2011)
Dodane przez MasterZMC dnia 02.10.2011 23:57
W dniach 10–18 września w Austrii i Czechach rozegrane zostały Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn. Polska reprezentacja dostarczyła kibicom w całym kraju wiele radości zdobywając brązowy medal tych rozgrywek.
Rozszerzona zawartość newsa

W dniach 10–18 września w Austrii i Czechach rozegrane zostały Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn. Polska reprezentacja dostarczyła kibicom w całym kraju wiele radości zdobywając brązowy medal tych rozgrywek.

ME siatkarzy 2011 fot. Kuba Atys

Polacy jechali na Mistrzostwa Europy w roli obrońców tytułu, wywalczonego przed dwoma laty w tureckim Izmirze. W grupie D czekały nas mecze z reprezentacjami Niemiec, Bułgarii i Słowacji.

Na otwarcie turnieju zmierzyliśmy się z Niemcami. Pojedynek mógł elektryzować, ponieważ obecnym szkoleniowcem naszych sąsiadów jest, dawny trener reprezentacji Polski, Raul Lozano, który doprowadził ją do wicemistrzostwa świata w 2006 r. w Japonii. Doskonale w tym meczu, jak i w całych mistrzostwach, zaprezentował się Michał Kubiak, który w kadrze rywalizuje z Michałem Ruciakiem o pozycję pierwszego przyjmującego. Polacy weszli w turniej bardzo dobrze, wygrywając pewnie 3:1.

W kolejnym meczu czekali nas nasi dobrzy znajomi, z którymi mierzymy się niemal w każdym turnieju, reprezentacja Bułgarii. Biało-czerwoni wygrali pierwszego seta pewnie i w ich grze widać było świeżość z pierwszego meczu. Drugi set był setem walki. Na drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy 16:13, ale w końcówce, na własne życzenie, dopuściliśmy do wyniku 22:22. Szczęście w ostatnich piłkach dopisało Bułgarom. To był początek końca. Bułgarzy rozkręcili się na dobre, co raz punktował nas Matej Kazijski, który w całym meczu zdobył 17 punktów. Ostatecznie ulegliśmy 1:3.

Do ostatniego pojedynku ze Słowacją przystępowaliśmy mając psychiczny komfort, bowiem na skutek zwycięstwa Bułgarów nad Niemcami, którzy po trzech porażkach pożegnali się z turniejem, pewne było, że my gramy dalej. Niezależnie od wyniku meczu wiadomo też było, że nie awansujemy bezpośrednio do ćwierćfinału, tylko będziemy musieli walczyć jeszcze w barażach. Doszło jednak do ciekawej sytuacji, a mianowicie, jeślibyśmy wygrali ze Słowacją, to, zakładając wygrany mecz barażowy, już w ćwierćfinale trafilibyśmy na głównego faworyta turnieju Rosję. Jeślibyśmy zaś przegrali, to w fazie ćwierćfinałowej czekałaby na nas… Słowacja. I tak w rozgrywkę sportową wmieszała się kalkulacja. Trener Andrea Anastasi wystawił drugi skład i bez większego wysiłku… przegraliśmy 1:3. Nad filozofią zwycięstwa zwyciężyła chłodna kalkulacja, a to na skutek niedoskonałości systemu rozgrywek, który należy tak konstruować, aby przegrany nie czuł się wygranym.

W barażach zmierzyliśmy się ze współgospodarzami Mistrzostw Czechami. Mecz wcale nie należał do łatwych. Obie drużyny rozpoczęły nerwowo. Pierwszy set wygraliśmy 25:23. W drugim Czesi złapali wiatr w żagle, w ataku skutecznie grał Jan Stokr, a na zagrywce Lucas Tichacek. Drugi set to nasza porażka 22:25. Trzeci, który, jak się okazało, zaważył na losach spotkania grany był na wysokiej adrenalinie. Gra w końcówce punkt za punkt, Czesi mieli piłki setowe, jednak przy stanie po 29 w blok uderzył Jan Stokr, a ostatnią akcję skutecznym atakiem zakończył Bartosz Kurek 31:29. W ostatnim secie Czesi nie podjęli już walki i wynik finalny 3:1 oznaczał wejście do ćwierćfinału. A tam, zamierzona wcześniej, Słowacja.

Jeśli ktoś myślał, że po raz drugi przegramy ze Słowacją, to był w wielkim błędzie. Po pewnym zwycięstwie 3:0, znaleźliśmy się w najlepszej czwórce turnieju, wszystko szło zgodnie z planem.

W półfinale mieliśmy zmierzyć się z reprezentacją Włoch. Polska, można powiedzieć, ma kompleks dwóch siatkarskich potęg – Brazylii i właśnie Italii. W ciągu ostatnich 20 lat z siatkarzami z Półwyspu Apenińskiego udało nam się wygrać tylko raz, podczas Mistrzostw Świata w 2002 r. Natomiast w bieżącym roku 2011 w bezpośrednich konfrontacjach, poprzedzających turniej w Czechach i Austrii, zdążyliśmy przegrać już dwa razy, najpierw w Lidze Światowej 0:3, potem w Memoriale Huberta Wagnera 1:3. Tym razem miało być inaczej. Naszym atutem miał być trener Andrea Anastasi i wielka wola obrony mistrzowskiego tytułu.

Niestety, Włosi po raz kolejny dali Polakom lekcję siatkówki i zwyciężyli 3:0 (25:22, 25:21, 25:20). Polacy podjęli walkę, ale przeciwnik był za mocny. Siatkarze z Italii przede wszystkim przeważali w regularności i sile zagrywki. Poza tym bardzo dobry mecz rozegrał Michał Łasko, na którego nasi blokujący nie potrafili znaleźć sposobu. Po drugiej stronie nie błyszczał za to Bartosz Kurek, który tym razem nie znalazł się nawet w trójce najlepiej punktujących zawodników. Komentatorzy po meczu zastanawiali się, czy Kurek wykupił sobie u Anastasiego mandat na przebywanie na boisku niezależnie od poziomu gry. Wielka szkoda, że tego dnia nasz lider nie był w formie, bo gdyby grał i punktował na swoim optymalnym poziomie, to Włosi byliby w naszym zasięgu.

Czescy komentatorzy przed meczem półfinałowym opowiadali dowcip: Dlaczego Polacy przegrają z Włochami? Bo będą chcieli uciec przed Rosją. (To oczywiście aluzja do szacher machera Polaków z fazy grupowej). Już przed mistrzostwami bukmacherzy obstawiali Rosję jako głównego faworyta turnieju. Polacy zapewne nie spodziewali się, że po półfinałowej porażce zagrają jeszcze z Rosją. A tak się stało, bowiem w drugim półfinale doszło do sensacji i drużyna Serbii zwyciężyła 3:2.

Do meczu o 3. miejsce biało-czerwoni przystąpili bardzo zmotywowani i skoncentrowani od pierwszych piłek. Pierwszą partię wygraliśmy po ataku Kurka 25:23. W drugiej pozwoliliśmy sobie na proste błędy, zwłaszcza w asekuracji, co skutecznie wykorzystali Rosjanie zwyciężając 25:18. Trzecia partia przyniosła grę punkt za punkt. Końcówka była nerwowa w wykonaniu Rosjan. Po naszej stronie świetnie rozgrywał Łukasz Żygadło, który z powodzeniem gubił rosły blok przeciwnika, silnie zagrywał Kuba Jarosz, nie zawodził Michał Kubiak. Seta zakończył tradycyjnie Bartek Kurek, efektownym atakiem z szóstej strefy, 25:21. W secie czwartym wszystkie argumenty były po naszej stronie. Żygadło rozgrywał z fantazją, często uruchamiał środkowych Grzegorza Kosoka i Marcina Możdżonka. W ataku brylowało trio Kurek – Jarosz – Kubiak. Przeważaliśmy nawet w elementach, które zawsze były silną stroną Rosjan, czyli w zagrywce i bloku. Nasi rywale byli kompletnie bez atutów i musieli uznać naszą wyższość. Zwyciężyliśmy 3:1 i tym samym wywalczyliśmy brązowy medal Mistrzostw Europy. W meczu finałowym zaś Serbia pokonała Włochów 3:1. Nagrodę indywidualną dla najlepiej serwującego w całym turnieju otrzymał Bartosz Kurek.

To już drugi sukces zespołu prowadzonego przez Andrea Anastasiego i drugi brązowy medal do kolekcji w tym roku. Wcześniej krążki o kolorze brązu zawisły na szyjach naszych zawodników po Lidze Światowej 2011 rozgrywanej w Gdańsku. Za 2 lata kolejne Mistrzostwa Europy, której współgospodarzami będzie Polska i Dania. A jeszcze w bieżącym roku czekają nas zmagania o kwalifikacje olimpijskie.

Mecz o 3. miejsce
Polska – Rosja 3:1 (25:23, 18:25, 25:21, 25:19)

Finał
Serbia – Włochy 3:1 (17:25, 25:20, 25:23, 26:24)


Mateusz Sawczuk
Fot. Kuba Atys





Zobacz też:
Historyczny brązowy medal Ligi Światowej | Historical bronze of FIVB World League (2011)
Nasi zagrają w Londynie | Polish volley players will play in London
Siatkówka – Polskie sukcesy | Volleyball – Polish big times