RANKING KSIĄŻEK NAJBARDZIEJ NIEPRZECZYTANYCH
Dodane przez MasterZMC dnia 13.08.2011 00:24
W aktualnym numerze „Polityki” [nr 33 (2820), 10.08–16.08.2011] znaleźć można artykuł Justyny Sobolewskiej „Ranking książek najbardziej nieprzeczytanych”. W tekście wypowiadają się m.in. pisarze i badacze literatury, którzy zdradzają, jakich znanych książek dotychczas nie przeczytali.
Rozszerzona zawartość newsa



W aktualnym numerze „Polityki” [nr 33 (2820), 10.08–16.08.2011] znaleźć można artykuł Justyny Sobolewskiej (fot.) „Ranking książek najbardziej nieprzeczytanych”. W tekście wypowiadają się m.in. pisarze i badacze literatury, którzy zdradzają, jakich znanych książek dotychczas nie przeczytali.

Wśród wymienianych tytułów dominuje „Ulisses” Joyce’a. Książkę tę Jan Hudzik swego czasu określił jako hardcore. Pilch zaś powiedział, że Joyce próbował zabić powieść i prawie mu się udało. Książka napisana techniką strumienia świadomości i uznawana jako jedna z rewelacji XX wieku budzi wyobraźnię czytelników. Ale, jak się okazuje, nie każdy sprosta.

Wraz z „Ulissesem” miejsce na szczycie zajmuje… Biblia. Być może gdyby Polska była protestancka, statystyka na korzyść Pisma Świętego trochę by się polepszyła, choć i to niepewne. (O niepopularności Biblii pisałem ostatnio w notce „Dwie Biblie”). Można natomiast z pewnością zaliczyć Biblię do tzw. książek przejrzanych. Większość z nas zajrzała kiedyś do tej pozycji, ale mało kto przeczytał ją w całości od Księgi Rodzaju do Apokalipsy. Taką ambicję miałem ja, lecz dziś najbardziej zasadne będzie przełożenie zakładki na początek.

Pamiętam, że miałem też ochotę przeczytać apokryfy, które można kupić w sklepikach przykościelnych. Jednak wówczas Kasan poradził mi, że najpierw powinienem przeczytać Biblię, bo wtedy będę miał właściwą perspektywę porównawczą. Uznałem to za słuszne i… księgi niekanoniczne dotychczas znam tylko ze słyszenia.

Jeśli już mowa o książkach z kręgu religii, to warto przytoczyć wypowiedź Stefana Chwina: Nie skończyłem, niestety, Koranu, chociaż z książką tą będziemy mieli z pewnością do czynienia także w Polsce – za jakiś czas. Przeczytać ją zatem to obowiązek, by wiedzieć, czego będziemy się mogli spodziewać po tych, którzy tę książkę znają na pamięć.

Agata Bielik-Robson przyznaje się do nieprzeczytania „Pana Tadeusza”, a Paweł Dunin-Wąsowicz do tego, że w szkole dostał dwóję z kartkówki z powodu nieznajomości „Chłopów”. Inga Iwasiów wymienia plejadę autorów nieprzeczytanych: Jack London, Mark Twain, Fiodor Dostojewski, Henryk Ibsen, Plutarch i (z czego szczególnie byłby niezadowolony Świderski) Søren Kierkegaard… A Jerzy Pilch sprytnie unika odpowiedzi, stwierdzając, że nie pamięta wszystkiego, co przeczytał.

Ja natomiast pamiętam epizod z liceum, kiedy na lekcji polskiego zaczynaliśmy omawiać „Potop”. Moja nauczycielka bez trudu potrafiła zweryfikować, kto nie przeczytał danej lektury. Byłem jednym ze zdemaskowanych i oberwało mi się najbardziej. Na nic zdały się przekonywania, że przygotowywałem się do konkursu biblijnego, a na Sienkiewicza nie starczyło już czasu. Jak można być Polakiem i nie przeczytać „Potopu”? Nauczycielka wypominała mi to do ostatniej klasy. Miała słuszność, bo, gdy rozpieczętowałem egzemplarz maturalny, zobaczyłem nie co innego, tylko właśnie fragment z „Potopu”. Na szczęście był też „Kordian”.

Później, na studiach, jeden z wykładowców pytał retorycznie: Jak można skończyć studia polonistyczne bez znajomości „Nocy listopadowej”? Jak można skończyć studia polonistyczne bez znajomości „Popiołów”?


W moim przypadku katalog grzechów zaniedbania byłby zbyt długi, żeby go tu prezentować. Wyzbywam się za to Pilchowego grzechu niepamięci, ponieważ mam listę, na której zapisuję wszystkie przeczytane książki. Po co? Sam nie wiem. Może po prostu by przekonać się, ile książek w ciągu życia zdołam przeczytać. Jednak, kiedykolwiek nastąpi koniec, wiem już dziś, że będzie ich zbyt mało.

Grzechy zaniedbania… To jednak niezupełnie właściwe określenie. Sobolewska pisze, że do pewnych książek trzeba dorosnąć i podaje przykład Umberto Eco, który jako 40-latek pierwszy raz przeczytał „Wojnę i pokój” Tołstoja. Zgadzam się z tym, bynajmniej nie dlatego, że chcę usprawiedliwiać swoje, jakby to powiedział Pilch, „ubóstwo umysłowe”. Cóż z tego, że w okresie wczesnej młodości czytałbym dużo arcydzieł, skoro wielu z nich bym nie zrozumiał albo źle zrozumiał? Zresztą, jak powiedział, Leszek Szaruga, wtórując jak sądzę postmodernistom, każde kolejne odczytanie książki jest inne, bo inny jest już człowiek, który ją czyta. To nic, że mając dwadzieścia lat nie przeczytałeś znacznej części klasyki książkowej. Ważne, żebyś w pewnym momencie do niej sięgnął. To może być za rok, za dziesięć lat, a może nawet za trzydzieści lat.

O swoich książkowych oczekiwaniach pisałem już nieraz. One zawierają się przede wszystkim w tworzonych wspólnie z internautami katalogach klasyki książkowej oraz zekranizowanych książek. Oczywiście pośród książek oczekiwanych są te wyczekiwane szczególnie. „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Cień wiatru”, „Bracia Karamazow”, „Straszny czwartek w domu pastora”, „Piknik pod Wiszącą Skałą”, „Imię róży”, „Jadąc do Babadag”…
To również książki gorąco polecane przez znajomych, „Malowany ptak”, „Trylogia Millenium”, „Trylogia Skrytobójcy”, „Jakbyś kamień jadła”, „Pamiętnik narkomanki”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Łuk triumfalny”, „Przebudzenie”, „Testament Odessy”, „Zniewolony umysł”, „Wiedźmin”…

Jest też książka, która może stać się wyrzutem sumienia. „Jan Paweł II do młodzieży (1978–2005)”. Książka kupiona parę lat temu do dziś nie doczekała się przeczytania. Ona, stojąca nieruchomo na półce, podobnie jak dawne zdjęcia, uświadamia, że młodość mija.




Zobacz też | Also read:
Książkowe oczekiwania
Klasyka książkowa
Zekranizowane książki
Dwie Biblie | Two Bibles
Nostalgia anioła | Nostalgia of angel
Paszporty Polityki
Zaczytani, zasłuchani | Engrossed in reading