HISTORYCZNY BRĄZOWY MEDAL LIGI ŚWIATOWEJ | HISTORICAL BRONZE OF FIVB WORLD LEAGUE
Dodane przez MasterZMC dnia 13.07.2011 01:18
Długo czekaliśmy na ten sukces, ale w końcu udało się. Siatkarska reprezentacja Polski stanęła na podium Ligi Światowej.
Rozszerzona zawartość newsa

W dniach 6–10 lipca w hali Ergo Arena w Gdańsku odbyła się XXII edycja Ligi Światowej Siatkarzy. Zwycięzcą została rewelacyjnie grająca reprezentacja Rosji, która zdetronizowała Brazylię, pokonują „Canarinhos” po zaciętym boju 3:2. W meczu o trzecie miejsce zaś reprezentacja Polski gładko pokonała czarnego konia turnieju – Argentynę 3:0. Tym samym biało-czerwoni zdobyli pierwszy historyczny medal w tej prestiżowej imprezie, w której biorą udział od 1998 r.

LŚ 2011 Polska - Bułgaria 3-2 fot. MariuszPalczynski.com


Polska rywalizowała w grupie z drużynami Bułgarii, Włoch i Argentyny. W pierwszym meczu zmierzyliśmy się z dobrze nam znanymi Bułgarami. Walka o każdą piłkę od pierwszej minuty pokazała ogromną determinację i wolę zwycięstwa podopiecznych Anastasiego. Gra jednak naszych reprezentantów falowała i momenty świetnej gry niestety przeplatały się z momentami słabszymi. To doprowadziło do tie-breaka, w którym już na początku zdobyliśmy kilkupunktową przewagę. W połowie seta kontuzji doznał Zbigniew Bartman, co nieco zdekoncentrowało naszych zawodników, a Bułgarom pozwoliło doprowadzić do remisu 12:12. W samej końcówce szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę i wygraliśmy 15:13, a w całym meczu 3:2.

Ten mecz potwierdził, że Bułgaria, podobnie zresztą jak Portugalia, ma kompleks Polski i nie może z nami wygrać w meczach o stawkę. Bałkarzy ulegli nam 1:3 w półfinale Mistrzostw Świata 2006, 0:3 w półfinale Mistrzostw Europy 2009 i teraz po raz trzeci 2:3 na otwarcie Ligi Światowej. To było bardzo obiecujące otwarcie. Nazajutrz na pożarcie czekali Włosi…

Można było się spodziewać, że włoski trener Polaków, Andrea Anastasi, przygotuje dobrą taktykę na swoich rodaków. Na boisku jednak nie było widać ani taktyki, ani walki, nasi zawodnicy wcale nie przypominali „orłów” z dnia poprzedniego. Mecz bez historii, przegrany błędami własnymi 0:3. Jedynym zadowolonym polskojęzycznym zawodnikiem po tym meczu był Michał Łasko, grający w reprezentacji Włoch. Najwyraźniej Mauro Berruto, obecny trener Italii, znalazł jakiś sposób na Polaków, bowiem na Mistrzostwach Europy 2007 dowodzona przez niego Finlandia również rozbiła naszych 3:0.

Porażka z Włochami bardzo skomplikowała nam sprawę i awans do półfinału zależał już nie tylko od nas, a wiemy z historii, że gdy sami czegoś nie wywalczymy, to trudno liczyć na innych. Bułgaria musiała pokonać Włochów, a my, niepokonaną dotychczas, Argentynę. Co ważne, dla Bułgarów pojedynek z Italią nie był bez znaczenia, bo oni, podobnie jak my, mieli jeszcze szansę na awans.

W pierwszej kolejności odbył się pojedynek bałkańsko-apeniński. Tym razem to Włosi nie przypominali siebie z poprzedniego pojedynku. Przez całe spotkanie inicjatywę mieli Bułgarzy i całkowicie zneutralizowali nie mogących rozwinąć skrzydeł Włochów. Skończyło się wymarzonym wynikiem 3:0 dla Bułgarii. Kolejny ruch należał do nas…

W trakcie meczu z Argentyną widać było, że nasi zawodnicy grali trochę nerwowo, na tle wyluzowanych graczy z Ameryki Południowej. Nie ma co się dziwić. Jedni walczyli o być albo nie być, drudzy mieli awans zapewniony, ale nie odpuścili do końca. Gra, podobnie jak w meczu z Bułgarami, falowała. Gdy był już stan 2:1 w setach dla biało-czerwonych, a na parkiecie w czwartym secie znajdowali się rezerwowi Argentyny, wydawało się, że kroczymy prostą drogą do zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. Zmiennicy grali bez kompleksów i partia zakończyła się pomyślnie dla nich 26:24. Tie-break rozpoczął się dla nas fatalnie, przegrywaliśmy już 1:4. Na szczęście gra kombinacyjna naszego rozgrywającego Łukasza Żygadło i skuteczność zawodników atakujących doprowadziła do zwycięstwa 15:13 i w meczu 3:2.

9 lipca w sobotę odbyły się półfinały. Argentyna uległa Brazylii 0:3, ale wynik nie odzwierciedla południowoamerykańskiej walki, jaka rozegrała się na boisku. Sety były bardzo wyrównane, starczy powiedzieć, że drugi trwał 44 minuty i skończył się wynikiem 42:40. W całym turnieju Argentyńczycy grali, można powiedzieć, po brazylijsku, szybko i kombinacyjnie. A to głównie za sprawą ich rozgrywającego Luciano de Cecco.

W drugim półfinale zmierzyliśmy się z wielką Rosją, która w tym turnieju była wielka nie tylko z nazwy. Pojedynki z tym rywalem zawsze elektryzują publiczność. W sobotnim spotkaniu graliśmy jak równy z równym i choć ostatecznie ulegliśmy 1:3, to, paradoksalnie, był to najlepszy nasz mecz na tym turnieju. Co o tym zdecydowało? Przede wszystkim dobra zagrywka i świetna gra w bloku. Ale każda Rosja musi mieć swojego Baranova, który rozbije zagrywką rywali. Akurat w meczu z nami świetnie zagrywką punktował Dmitrij Muserskij, który dostał później nagrodę indywidualną jako najlepiej serwujący w turnieju.

LŚ 2011 Polska - Argentyna 3-0 fot. Mariusz Pałczyński


Ostatni dzień to druga nasza potyczka z Argentyną. W spotkaniu tym bardzo dobrze punktował Kuba Jarosz, zdobywając 17 oczek oraz, można powiedzieć „jak zwykle”, Bartosz Kurek (14 punktów). Skutecznie wspomogli ich środkowi Piotr Nowakowski i Grzegorz Kosok, zdobywając po 7 punktów, a także Łukasz Żygadło (4), Michał Kubiak (4) oraz Michał Ruciak (2). Odprawienie rywali z kwitkiem 3:0 dało nam pierwszy historyczny medal Ligi Światowej.

LŚ 2011 Finał Rosja - Brazylia 3-2 fot. Mariusz Pałczyński


W wielkim finale zmierzyli się dwaj godni siebie rywale Brazylia i Rosja. Każdy set grany był na niewielkiej różnicy punktowej, co wywoływało duże emocje wśród kibiców, bo wszystko rozstrzygało się w końcówkach setów. A zaczęło się, można powiedzieć, tradycyjnie, od zwycięstwa „Canarinhos” w pierwszym secie. Potem dwa sety wygrała „Sborna” i Brazylijczycy znaleźli się pod ścianą. W czwartym secie skoncentrowali się i jeszcze uratowali sytuację 25:22. W tie-breaku jednak Rosjanie nie dali im szans, zwyciężając 15:11 i 3:2 w setach. To był finał rozgrywany na bardzo wysokim poziomie, o czym zdecydowały perfekcyjne, mocno bite zagrywki, doskonałe bloki i ataki oraz nieobliczalna gra na siatce jednych i drugich. Brazylijczycy grają zazwyczaj świetnie przez cały mecz, niezależnie od tego, jaki wynik widnieje na tablicy i pokonują rywali właśnie tą regularnością gry, szybkością i małym wskaźnikiem błędów własnych. Niewielu dotrzymuje tempa, ale w finale w Gdańsku tym wszystkim charakteryzowała się również gra Rosjan i to oni przez cały mecz rozdawali karty. Nie pomógł nawet najlepszy siatkarz świata Giba. Rosja zrewanżowała się za ubiegłoroczny finał i zdobyła swoje drugie złoto w tych rozgrywkach.

LŚ 2011 Bartosz Kurek, najlepiej punktujący zawodnik, fot. Mariusz Pałczyński


Nagrody indywidualne turnieju otrzymali: Maksim Michajłow (RUS, najlepszy zawodnik i najlepiej blokujący), Bartosz Kurek (POL, najlepiej punktujący), Theo Lopes (BRA, najlepiej atakujący), Dmitrij Muserskij (RUS, najlepiej zagrywający), Luciano de Cecco (ARG, najlepszy rozgrywający), Murilo Endres (BRA, najlepiej przyjmujący), Krzysztof Ignaczak (POL, najlepszy libero). Warto dodać, że mamy w dorobku już trzy nagrody indywidualne, bo na turnieju w 2007 r. najlepszym rozgrywającym został Paweł Zagumny.

Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Ergo Arenie, Anastasi pytany, o to, co będzie, jeśli na drodze znów stanie nam Brazylia, odpowiedział: Powtarzam moim zawodnikom, że jeśli gramy z najlepszym zespołem świata, to nie znaczy, że stoimy od razu na straconej pozycji. Jeśli nie zbuduje się mentalności zwycięzcy, nie będzie można nawet myśleć o pokonaniu potentatów, a może i o wyjściu z grupy. Na pewno nie czytał mojego tekstu „Nieuczciwe zagrania”, ale mamy podobne spojrzenie na kwestię mentalności zwycięzcy.

LŚ 2011 Polska brązowe medale, od lewej Piotr Gruszka, Łukasz Żygadło, Piotr Nowakowski, fot. Mariusz Pałczyński


Polacy zagrali w Lidze Światowej 2011 bardzo dobrze, odnosząc wielki sukces. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na waleczność naszych chłopaków i umiejętność podniesienia się w trudnej sytuacji, nie tylko w całym turnieju, ale nawet w pojedynczych meczach, kiedy gra nie do końca się układała. Zwycięstwa 3:2 z Bułgarią i Argentyną chyba najlepiej to obrazują, ale również mecz z Rosją, gdzie rywale prowadzili już 2:0, a mimo to naszym udało się wygrać kolejnego seta. Ci, którzy oglądają polską siatkówkę od lat, wiedzą, że nie są to nieważne szczegóły, bo odkąd pamiętam, polscy zawodnicy nigdy nie ustępowali najlepszym w umiejętnościach sportowych, ale często pogrążała nas słabość psychiki. Tymczasem drużyna Anastasiego potrafiła pokazać zryw w meczach, gdzie pomimo dobrej naszej gry, to rywal prowadził (Bułgaria 2:1, Argentyna 1:0, Rosja 2:0). Dawniej byłoby to dla nas tak deprymujące, że już o walce nie byłoby mowy. Teraz jest inaczej!

Jeszcze trochę brakuje nam do Rosji, ale, skoro reprezentacja, złożona głównie z młodych albo nowych zawodników, dopiero budowana, już teraz potrafi rywalizować z najlepszymi, to jest to naprawdę dobry prognostyk na przyszłość. W każdym z zawodników drzemie ogromny potencjał.

Nie sposób uciec od porównania z bardzo udanymi dla nas Mistrzostwami Europy 2009. Wtedy też budowana była na nowo reprezentacja (pod wodzą Daniela Castellaniego) i wtedy też osiągnęliśmy od dawna wyczekiwany sukces (mistrzostwo Europy). A jednak dla bacznego obserwatora różnica między tamtą a obecną drużyną jest znacząca, zwłaszcza, jeśli chodzi o styl gry i poziom rozgrywanych spotkań.

Zawsze na początku drogi jest też pytanie o przyszły akces do drużyny zawodników nieobecnych… Zagumny, Wlazły, Winiarski, Pliński nie chcieli wziąć udziału w tej edycji Ligi Światowej… Czy oni zasilą jeszcze drużynę Anastasiego czy może już czas na nowych? Przekonamy się.

Faktem jest, że Polski Związek Piłki Siatkowej wyznaczył trenerowi jako główny cel Igrzyska Olimpijskie w Londynie (2012). Według mnie ten horyzont czasowy powinien zostać wydłużony do Mistrzostw Świata 2014, które po raz pierwszy odbędą się w Polsce. Ciągłe powtarzanie gwarantuje sukces. Żeby drużyna się „zacementowała”, zgrała i ostatecznie osiągnęła sukces, niewskazane są ciągłe zmiany czy to trenerskie czy zawodnicze. Ci sami ludzie muszą pracować ze sobą kilka lat, a wtedy będziemy mieli naprawdę dobrą drużynę.

Mateusz Sawczuk
Fot. Mariusz Pałczyński / www.MariuszPalczynski.com






Zobacz też | Read more:
Drugi sukces reprezentacji Anastasiego (ME 2011) | Second success of Anastasi (Euro Volley 2011)
Siatkówka – Polskie sukcesy | Volleyball – Polish big times
Siatkówka – Polska vs. Rosja | Volleyball – Poland vs. Russia
W sprawie Euro 2012 | An assessment of the Polish team at Euro 2012