TA NIEZNOŚNA GROZA BYTU...
Dodane przez MasterZMC dnia 11.01.2011 15:34
Rozmowa Mariusza Kargula z pisarzem Stefanem Dardą, która ukazała się w "Skafandrze" w przededniu premiery jego nowej książki "Starzyzny".
Rozszerzona zawartość newsa




Mariusz Kargul: Niebawem trafi do księgarń druga część "Czarnego Wygonu", czyli "Starzyzna". Jaka ona będzie w porównaniu z częścią pierwszą – "Słoneczną Doliną"?
Stefan Darda: Trudno mnie, jako autorowi odpowiedzieć na to pytanie – to muszą rozstrzygnąć Czytelnicy. Gdybym jednak miał się pokusić o jakąś próbę, to uważam, że "Starzyzna" jest książką bardziej mroczną i dynamiczną od "Słonecznej Doliny". Takie zresztą było moje założenie, by w drugiej części nagromadzenie zdarzeń było większe – wszak to finał dwutomowego "Czarnego Wygonu".

Czy wszystkie wątki znane ze "Słonecznej Doliny" znajdą w "Starzyźnie" swe rozwinięcie i wyjaśnienie, czy zostawisz coś sobie na przyszłość?
Na pewno zdecydowana większość. Zawsze jednak lubię pozostawiać pewne niedopowiedzenia, które mogłyby dać do myślenia Czytelnikowi. Podanie wszelkich rozwiązań na tacy nie zawsze musi być najlepszym rozwiązaniem.
"Czarny Wygon", jako zamknięta całość, nadal utwierdza Cię w przekonaniu, że Roztocze było najlepszym miejscem do lokalizacji akcji obu powieści?
Jak najbardziej tak. Oczywiście, w przyszłości nie zamierzam umieszczać akcji moich książek tylko na Roztoczu, czy też na Lubelszczyźnie, lecz akurat w wypadku "Czarnego Wygonu" uważam, że był to pomysł trafiony.

Ile kosztowała Cię praca nad doprowadzeniem fabuły do końca? Co sprawiło Ci najwięcej trudności – uciekający czas, rozwinięcie pomysłu, utrzymanie w ryzach narracji?
Praca nad książką trwała rok ze sporymi przerwami, więc chyba nie aż tak bardzo długo. Najtrudniejsze jednak było zmaganie z upływającym czasem. Nie sądziłem, że "Słoneczna Dolina" spotka się aż z tak dużym odzewem wśród Czytelników; w ciągu ostatniego półrocza otrzymywałem dziesiątki pytań o datę premiery Starzyzny, wiedziałem więc, że nie mogę zwlekać. Tak, to było trudne, zwłaszcza, że data pojawienia się książki na księgarskich półkach i tak została przesunięta o kilka miesięcy.

Chyba każdy przyzna, że trzy powieści na koncie i kilka ważnych opowiadań predestynują do poczucia się „prawdziwym” pisarzem. Jak z tym jest u Ciebie?
Nie wiem, jaka jest właściwa definicja „prawdziwego” pisarza i – szczerze mówiąc – zbytnio się nad tą kwestią nie głowię. Po prostu robię swoje i staram się, aby osoby sięgające po moje powieści czuły się usatysfakcjonowane.

W miarę upływającego czasu i odnoszonych sukcesów, czujesz że Twoje pisarstwo krzepnie, nabiera specyficznego stylu i typowego tylko dla Ciebie wyrazu?
Spotkałem się z takimi opiniami i muszę przyznać, że bardzo mnie one cieszą. Z pewnością jest tak, że każda napisana strona cementuje styl danego autora, więc pewnie tak również jest w moim przypadku. Ostateczne werdykty – jak zwykle zresztą – pozostawiam Czytelnikom.

Podobno nie obawiasz się braku pomysłów. Twierdzisz, że spokojnie możesz na nich „pociągnąć” jeszcze przez kilka ładnych lat?
Mam sporo pomysłów na nowe przedsięwzięcia literackie, a dodatkowo zawsze jest tak, że w trakcie pisania pojawiają się pomysły na nowe wątki. Gdybym miał dziś postawić pięć złotych na to, czy nie zabraknie mi koncepcji, to biorąc pod uwagę pokaźny ich spis, który w dodatku ciągle rośnie, to myślę, że podjąłbym takie ryzyko.

Jak się czujesz obecnie w nurcie „literatury grozy”? To jest już Twój ostateczny „target” twórczy, czy powoli myślisz o „przebranżowieniu” się na coś innego, na przykład powieść psychologiczną pozbawioną pierwiastków nadrealności?
Krążą mi po głowie pewne pomysły luźniej związane z grozą, lecz w najbliższej przyszłości mam zamiar trzymać się tego właśnie gatunku literackiego. Po pierwsze dlatego, że wciąż mam wrażenie braku wypalenia w tej dziedzinie, a po drugie – obawiam się, jak nagłą woltę przyjęliby Czytelnicy. Z sygnałów płynących z ich strony wnioskuję, że chcieliby jeszcze poczytać trochę „strasznych rzeczy” mojego autorstwa, a ponieważ wciąż pisanie grozy sprawia mi frajdę, sądzę, że jeszcze nie czas na eksperymenty.

Dziękuję za rozmowę.

Publikacja: "Skafander. Gazeta Akademicka" 2010, nr 5





Zobacz też | Read more:
"Skafander" o książkach
Trudno zostawić miejsce | It’s hard to leave place...
Nie do wiary | It's hard to believe