UWIKŁANY W NAMIOCIE
Dodane przez MasterZMC dnia 16.11.2010 21:42
Tym razem wyjechałem do Warszawy godzinę wcześniej niż zwykle, by spokojnie dotrzeć do akademika i na uczelnię.
Rozszerzona zawartość newsa

Tym razem wyjechałem do Warszawy godzinę wcześniej niż zwykle, by spokojnie dotrzeć do akademika i na uczelnię. Po drodze patrząc na grząskie pola i szarość pejzażu po deszczu, pomyślałem, że naprawdę chciałbym podróżować, nie jak Coelho, ale jak Stasiuk, po miejscach biednych, pomijanych, zapomnianych, Albania, Mołdawia, Rumunia, Węgry, itd. A może po prostu po miejscach spokojnych. Przecież właśnie dlatego ciągle w Warszawie myślałem o Ostrawie, a gdy koleżanka mówiła, żebym pojechał do Paryża, ja marzyłem o Wilnie.

Tydzień wcześniej podczas postoju jeden z pasażerów, pan po 50-tce, zapytał mnie, czy jest bus z Warszawy do Gdańska. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że nie ma. Czekała go podróż pociągiem. Zazdrościłem mu. Pomyślałem, że pewnie jedzie do córki albo do kogoś bliskiego. Westerplatte w słońcu, piękno wartości.

Tymczasem musiało być jeszcze szaro i deszczowo. Wysiadłem przed Pałacem Kultury, wolnym krokiem poszedłem sprawdzić repertuar Teatru Dramatycznego. Rozpoczynał się właśnie jakiś międzynarodowy przegląd. Wielkie teatry Warszawy, to chyba jedyne, co we mnie zostanie, choć to wszystko jeszcze czeka.

Kierowałem się wolnym krokiem w stronę przystanku, gdy przed mymi oczami jak spod ziemi wyrósł namiot, w którym ludzie tłumnie przeglądali książki. Dwa tygodnie temu, w tym miejscu nie było żadnego namiotu. Pomyślałem: „To na pewno wyprzedaż”. Kocham takie okazje, one trafiają się sporadycznie i dlatego są tak ekscytujące.

Wkroczyłem do namiotu spotkania z ciężką torbą. Przeglądałem skrupulatnie wszystkie kosze z książkami. Przebierałem rękami, grzebałem głęboko, jakby gdzieś na samym dnie, był ukryty skarb.

Cesarz Kaligula „doczekał się” bibliografii na swój temat, nie tylko naukowej, ale też beletrystycznej, historical fiction. Pomimo że był on w moim najstraszniejszym śnie, dotychczas nie zdołałem zbadać jego życia. Teraz miałem okazję kupić książkę o nim, ale odłożyłem ją z powrotem. Świat zawsze fascynuje się skrajnościami – albo zbrodniarzami, albo papieżami. Może warto poznać dwa bieguny tego samego człowieczeństwa. Być powaloną, ołowianą kukłą, by innym razem lecieć w niebo lekkością wiatru. Teraz daleko mi było do lotu, jak połamane skrzydła ptaka.

Koszyki były pełne najróżniejszych powieści sensacyjnych – o trzech ostatnich sprawiedliwych, o końcu świata, o globalnych i lokalnych teoriach spiskowych. Ja ciągle szukałem czegoś dla siebie. I oto znalazłem! Jonathan Harr, „Zaginiony obraz. W poszukiwaniu arcydzieła Caravaggia”. Cena 9 zł, przecena z 25 zł. Caravaggio, jeden z nas, Szemkeli. On dopiero wiedział, co to ostrość życia i wiara ukryta w najmroczniejszych zakamarkach serca.
Do dziś pamiętam, jak biskup Depo w dniu swego ingresu wskazał palcem na mnie i powiedział o obrazie Caravaggia „Powołanie św. Mateusza”. Pomyślałem, że przecież to dokładnie ta sama scena, tylko dwa tysiące lat później w budynku parafii katedralnej.
Gdy będziesz moją artystką, narysujemy piękne rysunki i prawdziwe obrazy. A poszukiwany obraz Caravaggia to „Pojmanie Chrystusa”.

W jednym z koszyków było dużo polskich autorów. Przebierałem po dwakroć uważnie. I oto w pewnej chwili, w rękach trzymałem książkę Zygmunta Miłoszewskiego „Uwikłanie”. Już gdzieś o tym słyszałem. Może w Telewizyjnych Wiadomościach Literackich… Nie mogłem skojarzyć. Poszła w odstawkę, gdy odnalazłem książkę Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja „Aleja samobójców”.
Marek Krajewski – uważany obecnie za jednego z najlepszych w Polsce autorów kryminałów, autor słynnego cyklu, gdzie scenerią jest przedwojenne miasto Breslau. I Mariusz Czubaj – zdobywca Nagrody Wielkiego Kalibru za książkę „21:37”. Takiego zestawu nie mogłem odłożyć z powrotem do koszyku.

Koszyki pełne też były romansów, książek o związkach, poszukiwaniu miłości… No tak, to odwieczne pożywki ludzkości (i moje również): zbrodnia i miłość. Mając do wyboru Grocholę, wybrałem Jaskulskiego – reklamowanego jako odpowiednik Grocholi w literaturze dla mężczyzn. Ale jego książka „Impreza” zadedykowana jest właśnie kobietom, pewnie, żeby lepiej poznały świat męskich uczuć.
Bohater tej powieści, trzydziestolatek, ma w życiu wszystko, co potrzebne jest do szczęścia: pracę i prawdziwego przyjaciela. To ciekawe, bo ostatnio ktoś mi powiedział, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo robię to, co lubię i jeszcze dostaję za to pieniądze. Mógł mieć rację. Szklanka wody do połowy pełna.

Na ostatek sięgnąłem po słowniczek do angielskiego. Jeszcze nie jest za późno i wyjazd nigdy nie jest niemożliwy.

W namiocie z książkami spędziłem godzinę i tak jak poprzednim razem wpadłem na styk na zajęcia. Nasze spotkania z książkami są niesamowite, i to, że trafiamy właśnie na te, a nie na inne, nie jest przypadkiem.

W drodze powrotnej do Zamościa – najpiękniejszego miasta w Polsce – czytałem o morderstwie w domu seniora w Gdańsku. Sprawę próbuje rozwiązać nadkomisarz Jarosław Pater. „Aleja samobójców” dopiero się zaczynała.

Żałuję tylko, że nie kupiłem „Uwikłania” Miłoszewskiego. Okazało się, że za tą książkę autor został uhonorowany Nagrodą Wielkiego Kalibru. Może będzie na mnie czekać, gdy przyjadę na kolejny zjazd.

Nic nie jest dziełem przypadku.