NIEUCZCIWE ZAGRANIA
Dodane przez MasterZMC dnia 17.10.2010 23:51
Gdy 3 grudnia 2006 r., wjeżdżałem wieczorem do Warszawy, polskie stacje radiowe obwieszczały: "Polska wicemistrzem świata w siatkówkę".
Rozszerzona zawartość newsa

Gdy 3 grudnia 2006 r., wjeżdżałem wieczorem do Warszawy, polskie stacje radiowe obwieszczały: „Polska wicemistrzem świata w siatkówkę”. Nie mogłem się nadziwić, bo znając styl naszych dziennikarzy sportowych, raczej spodziewałem się usłyszeć informację: „Polscy siatkarze bez mistrzostwa świata”. Tym razem dziennikarze spisali się na medal, a siatkarze zdobyli go w kolorze srebrnym, po bardzo dobrych występie na Mistrzostwach Świata rozgrywanych w dalekiej Japonii. Nasi reprezentanci dedykowali swoje osiągnięcie tragicznie zmarłemu koledze, polskiemu siatkarzowi Arkadiuszowi Gołasiowi. Wówczas w drodze do finału Polacy pokonali m.in. takie potęgi jak: Rosję, Serbię, czy w półfinale Bułgarię. Zatrzymali się dopiero na Brazylii, ale i tak byliśmy z nich dumni. Piotr Gruszka mówił wtedy: Jesteśmy wicemistrzami, ale Polska będzie mistrzem świata.


Fot. FIVB


Wierząc w spełnienie tych słów, oczekiwałem na kolejne mistrzostwa świata. I przyszły. Emocje jeszcze na dobre nie opadły, chociaż dla niektórych kibiców opadły dość szybko… Polska przebrnęła przez pierwszą fazę grupową z kompletem zwycięstw pokonując Kanadę, Niemcy i Serbię. Pomimo zajęcia pierwszego miejsca w grupie, w kolejnej fazie podopieczni Daniela Castellaniego trafili do „grupy śmierci” z Brazylią i Bułgarią, a więc już teraz miała zmierzyć się ze sobą najlepsza trójka z poprzednich mistrzostw. Nasi zawodnicy niepocieszeni takim obrotem spraw, otwarcie mówili przed kamerami o tym, że system tych rozgrywek jest niesprawiedliwy. Jednym z wypowiadających się był Piotr Gruszka. Co nastąpiło potem? Polska przegrała oba mecze z Brazylią i Bułgarią 0:3, w wyniku czego musiała pożegnać się z turniejem.

To prawda, że system rozgrywek był nietypowy i jak twierdzą obserwatorzy ułożony specjalnie tak, żeby gospodarze turnieju, Włosi, prostą drogą doszli do fazy pucharowej. Tak się stało, reprezentanci Italii znaleźli się w półfinale. Jednak pozwólmy sobie nieco sparafrazować słowa pewnego pisarza: Droga do zwycięstwa nie prowadzi nigdy przez oszustwo. W efekcie Włosi nie zdobyli nawet brązowego medalu. Pierwsze trzy miejsca zajęły drużyny: Brazylii, Kuby i Serbii.

Takie historie w sporcie zdarzają się bardzo często. Wspomnijmy piłkarską reprezentację Francji, która pojechała na tegoroczny Mundial w RPA kosztem wyeliminowanej w barażach Irlandii. Cały świat wiedział jednak, że Francuzi powinni przegrać tę potyczkę, ponieważ podczas akcji, po której padł gol, napastnik Thierry Henry zagrał piłkę ręką, czego nie zauważył sędzia. To oszustwo zemściło się podczas Mundialu, na którym Francuzi totalnie się skompromitowali, nie wygrali żadnego meczu, zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie i wrócili do domu w niesławie. Zresztą, całe te Mistrzostwa Świata odbyły się w atmosferze skandali, wywołanej przez kardynalne błędy sędziów.

Nawet jeśli wbrew sprawiedliwości jakaś drużyna czy zawodnik osiąga sukces nieuczciwie, dzięki przychylności sędziów czy wspomagając się dopingiem, to jest to piętnowane, a kibice czują niesmak. W świecie tak zdominowanym przez pieniądz obowiązującą staje się zasada: „Po trupach do celu”. Przeniesienie tego na grunt sportu, powoduje, że zatraca się to, co najpiękniejsze, ducha fair play, czystej rywalizacji. Ciekawe, co czuje emerytowany sportowiec patrząc na swoje trofea zdobyte nieuczciwie?

Wracając do naszej siatkarskiej reprezentacji, to zastanawiająca jest postawa polskich siatkarzy podczas mistrzostw. Po trafieniu do grupy z Brazylią i Bułgarią żalili się na nieuczciwy system ułożony przez Włochów. To prawda. Ale przecież drużyna, która ma aspiracje, by zostać mistrzem świata, powinna pokonać wszystkich, niezależnie od tego, na jakim etapie rozgrywek się znajduje. Wydaje się, że nieudany występ polskich reprezentantów to przede wszystkim porażka mentalna. Jestem przekonany, że jak zapowiedział Piotr Gruszka, Polska będzie mistrzem świata, ale by tak się stało, najpierw musimy wyrobić w sobie mentalność mistrza. Pozostaje czekać na kolejne mistrzostwa, które za 4 lata odbędą się w Polsce.

Publikacja w: "Skafander. Gazeta Akademicka", 14-27 października 2010, nr 3, s. 14



Zobacz też:
Siatkówka – Polskie sukcesy