A ZARYZYKUJĘ...
Dodane przez MasterZMC dnia 03.05.2010 01:23
Dobrze wiem, że to może być casus Przerwy-Tetmajera, który chodził z żoną cichymi alejami. Ale aniołowie uczyli mnie, że właśnie to jest piękne.
Rozszerzona zawartość newsa

Nastąpiło u mnie (o co bym nigdy siebie nie podejrzewał) dobre samopoczucie w sobie samym jednym. Ciągle jednak na tym spokojnym morzu występują poruszenia fal. Drzwi do domu pozostają otwarte, choć czasem jakbym zapomniał po co je otworzyłem.

Nie modlę się o bycie dwojgiem i nie zastanawiam się już nad "wielką klątwą" ustanowioną u zarania. Już nie ma dramatyzmu. Ale nie wypieram się i nie zarzekam. Bo przecież jest Tarnica, jest ten Kraków odwiedzony dwukrotnie, są te rzepaki i waniliowe niebo. I te wszystkie miejsca jakby przeznaczone do współodczuwania. Dlatego wciąż wysyłam koperty z sercem... pod złe adresy. Czy powinienem już znać ten właściwy?

W holu domu kultury zobaczyłem Twe rysunki. Byłem zachwycony, jak już dawno. A w czasopiśmie ujrzałem Twój autoportret. Uciekający czas kazał być odważnym raz jeszcze, bo już kiedyś miałem taką sytuację. A to wszystko z myślą o Tarnicy.

Postanowiłem zaryzykować. Napisałem wiersz w zeszycie i zostawiłem miejsce na Twój rysunek. I piszę o tym tu i teraz, byś kiedyś jak mnie zastaniesz, miała dowód, że już wtedy czekałem.

Jeśli z przyczyn obiektywnych nic się nie stanie, pozostanie po Tobie kawałek białej kartki i czarnego tła.



A to właśnie tu:
Mateusz Sawczuk - Na Twój autoportret