BYŁAŚ ZE MNĄ | YOU WERE WITH ME
Dodane przez MasterZMC dnia 06.01.2016 23:01
Gdy wracałem z wuefu autobusem w Lublinie, błogo zmęczony. Była piękna wiosna, niebo robiło się pomarańczowe, a ja snułem marzenia o innym życiu, o dobrym życiu człowieka świeckiego, w którym będziesz Ty…
Rozszerzona zawartość newsa

Byłaś ze mną…

Gdy wracałem z wuefu autobusem w Lublinie, błogo zmęczony. Była piękna wiosna, niebo robiło się pomarańczowe, a ja snułem marzenia o innym życiu, o dobrym życiu człowieka świeckiego, w którym będziesz Ty…

Gdy spacerowałem szczęśliwy w pełnym słońcu, pod dobrym lubelskim niebem… Ulicą Zamojską i Krakowskim Przedmieściem, a potem wracając obok Bystrzycy, „na niewidziane znając drogę całą” jak w wierszu Leśmiana. To był czas, kiedy zachwyciłem się „Alchemikiem” i zacząłem słuchać głosu serca.

Gdy jesienią, po wieczorku Herberta, staliśmy na ulicy i rozmawialiśmy w ozdobie małych kropel deszczu, co spadały powoli jak śnieg, a potem napisałem wiersz o tej niezwykłej dla mnie chwili.

Gdy oglądałem najpiękniejsze filmy – Ben Hur, Grobowiec świetlików, Chłopiec z latawcem, Życie jest piękne, czy w końcu nasze Vanilla sky. Tak bardzo chciałem, żebyś je wszystkie zobaczyła.

Gdy listopadowej zimy ledwo się poznaliśmy, a Ty od razu mnie objęłaś, jakbyśmy się znali od początku, jakbyśmy „byli ze sobą umówieni od lat”, jak napisał Jeremi Przybora.

Gdy czytałem „Przezroczystość” i wyobrażałem sobie, że to nie Bieńczyk i Olga, tylko ja i Ty byliśmy ptakami ciemności, nocnymi markami, ćmami po zmierzchu, gdy siadywaliśmy w oszklonych barach, pustoszejących o północy jak gniazda po wiośnie; sączyliśmy drinki o amerykańskich nazwach, Bronx, Manhattan, a przy ostatniej whisky zostawaliśmy już sami, zanurzeni w uroczystej ciszy po życiu, które stąd odleciało. Wypełniała nas jak hel; unosiliśmy się lekko nad ziemią, nad samymi sobą, skrzydlaci stróże planety, jej emisariusze w kosmicznej nocy.

Gdy oglądaliśmy razem spektakle teatralne i – już nie tylko w książce, ale naprawdę – przesiadywaliśmy w barach – Blue Pub, Joker, Azyl, Skarbiec Wina … I wystarczyło mi to, że byłaś.

Gdy latem byłem w Iłży u przyjaciół i widziałem, jak bardzo są szczęśliwi. Zasypiałem, myśląc, że ja też bym tak chciał.

Przy „ściance Broniewskiego” w Płocku. Tam, gdzie jest cytat z jego wiersza: ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko, Ciebie i zieleń i żeby listkom akacji było wietrznie, i żeby sercu – bezpiecznie.

Gdy spacerowaliśmy bulwarami zamojskimi, rozmawialiśmy o życiu i czułem, że zaczyna się coś dobrego…

Gdy złapałaś moją dłoń i wybaczyłaś przeszłość, uciszyłaś największy ból i strach mojego życia. Wszystko zniosłaś, wszystkiemu wierzyłaś, we wszystkim pokładałaś nadzieję, wszystko przetrzymałaś.

Gdy słałem listy do Warszawy i Płocka, w nadziei, że przyśnione kiedyś imię jest tym, które powinienem szukać.

Gdy wtuleni w siebie, tańczyliśmy na weselu w Dęblinie i nic nie mogło nas rozdzielić.

Gdy czule kochaliśmy się w Twoim mieszkaniu na poddaszu, tak naprawdę po raz pierwszy, wdzięczni za ten cud.

Gdy kupowaliśmy razem choinkę, a Twoja córka co raz brała jakieś rzeczy z działu technicznego i pytała mnie A co to jest? A co to jest?, a ja, urodzony humanista, musiałem jej to jakoś tłumaczyć. I przez moment czułem się jak w prawdziwej rodzinie…

Gdy zrobiłem Ci rano śniadanie, a Ty uśmiechałaś się i powiedziałaś: Już nie pamiętam, kiedy ktoś zrobił dla mnie śniadanie. A potem śmialiśmy się, oglądając Wyjście awaryjne (1983). I pomyślałem sobie, że tak mógłby wyglądać każdy dzień.

W tych wszystkich chwilach byłaś ze mną… Bo Twój obraz miałem w sobie zawsze.





Przeczytaj też:
Pod niebem snów | Under sky of dreams
(Nie) po raz ostatni | (Not) the last one
Przejazdem w odwiedzinach | Driving through the familiar city
Sawczuk – Chwila | A moment
Khaled Hosseini – Chłopiec z latawcem (Kite runner)