MARZENIA NADAJĄ ŻYCIU SMAK | DREAMS MAKE LIFE TASTE DELICIOUS
Dodane przez MasterZMC dnia 25.06.2015 21:19
Dni Chrząszczowego Grodu to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu kulturalnym Szczebrzeszyna. Przez dwa dni (6–7 czerwca) mieszkańcy tego miasta bawili się przy dobrej muzyce, a rynek miejski kipiał od pozytywnej energii. Jedną z gwiazd imprezy był znany artysta Grzegorz Hyży, który przed koncertem udzielił nam wywiadu. Przeczytajcie!
Rozszerzona zawartość newsa

Dni Chrząszczowego Grodu to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu kulturalnym Szczebrzeszyna. Przez dwa dni (6–7 czerwca) mieszkańcy tego miasta bawili się przy dobrej muzyce, a rynek miejski kipiał od pozytywnej energii. Jedną z gwiazd imprezy był znany artysta Grzegorz Hyży, który przed koncertem udzielił nam wywiadu. Przeczytajcie!




Grzegorz Hyży w Szczebrzeszynie, fot. Mateusz Sawczuk

Przybyłeś w nasze strony z Krakowa, gdzie występowałeś na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Dziesięcioletnia Ania Dąbrowska zaśpiewała z Tobą w duecie piosenkę „Na chwilę” i zwyciężyła w swojej kategorii wiekowej. Jakie są Twoje wrażenia po Festiwalu?
Grzegorz Hyży: Festiwal Zaczarowanej Piosenki to wspaniała inicjatywa. Dzięki Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” utalentowane dzieci, mimo swojej niepełnosprawności mogą pokazać szerszemu gronu odbiorców swój talent, swoje ogromne i niezwykłe możliwości wokalne. To jest piękna inicjatywa, bo pozwala im uwierzyć w marzenia, takie normalne, prawdziwe, którymi nie do końca mogą żyć na co dzień.

Co daje Ci pozytywnego kopa do tego, żeby, jak śpiewasz w swoim utworze, każdego dnia „wstawać i iść dalej”?
Jest wiele osób, które sprawiają, że człowiekowi chce się działać. Nawiązując do mojej przygody z muzyką, są to na pewno fani, którzy przesyłają naprawdę ogrom energii, podczas każdego koncertu, rozdawania autografów, czy też w wiadomościach na portalach społecznościowych. Napędzają mnie także moi najbliżsi, których zastaję, kiedy wracam do domu i to dzięki ich wsparciu mam siłę, żeby robić to, co robię dla siebie i dla innych.

Twój pierwszy singiel „Na chwilę” był jednym z najczęściej granych w polskich radiostacjach. Według mnie, to także jedna z najbardziej optymistycznych polskich piosenek. Czy potrafisz cieszyć się chwilą i jakie sytuacje w życiu dostarczają Ci najwięcej radości?
Dla mnie największą radością jest uśmiech, radość i szczęście moich najbliższych, a oprócz tego fakt, że od jakiegoś czasu mogę robić w życiu to, co kocham. Te rzeczy sprawiają, że jestem spełniony i zawodowy, i życiowo. Póki zdrowie dopisuje to wszystko się zgadza i jest to największy argument za tym, żeby być szczęśliwym każdego dnia.

Jak powszechnie wiadomo, lubujesz się w sztukach walki i szybkiej jeździe samochodami… Czym jeszcze lubisz zajmować się w wolnym czasie?
Jest mnóstwo takich rzeczy, choćby stricte sportowych. Interesuję się, tak jak wspomniałeś, motoryzacją, samochodami, szczególnie tymi szybkimi, ale także grami. Od najmłodszych lat lubiłem gry video, począwszy od konsol przez pierwsze komputery… Do dnia dzisiejszego posiadam w domu takową konsolę i komputer. Tylko czasu brak i zwyciężają priorytety. Priorytetem jest oczywiście rodzina, a zaraz potem muzyka.

No właśnie, jesteś nie tylko zawodowym muzykiem, ale także ojcem dwójki bliźniaków. Jak odnajdujesz się w roli ojca i co, według Ciebie, jest ważne w rodzicielstwie?
Jest to dość odpowiedzialne zadanie. Bycie ojcem jakby przewraca świat do góry nogami, zaczyna się postrzegać większość rzeczy zupełnie inaczej niż wcześniej. Realizacja samego siebie schodzi gdzieś na drugi plan. Na pierwszym planie jest zawsze troska o dzieci, o to, aby ich droga rozwijała się lepiej niż nasza. Ponadto rodzicielstwo dodaje wiele rzeczy, które sprawiają, że człowiek czuje się bardziej wartościowy. Obserwując rozwój i dorastanie dzieci można dostrzec też samego siebie. To jest piękne móc wspierać maluchy od najmłodszych lat w ich zainteresowaniach, w przedsięwzięciach, w zamiłowaniach, do których mają dryg.

Teksty na płytę „Z całych sił” napisali różni autorzy, m.in. Karolina Kozak. Dlaczego tak bardzo zależało Ci na tym, żeby to właśnie ona napisała teksty na Twoją płytę?
Od samego początku wiedziałem, że nie będę w stanie napisać tekstów na całą płytę, ze względu na jej charakter, dość osobisty, mocny, a także ze względu na fakt, że nie miałem wcześniej doświadczenia z pisaniem tekstów. Dlaczego Karolina Kozak? Bo byłem przekonany, że jest to aktualnie jedna z nielicznych osób w Polsce, która będzie potrafiła w stu procentach oddać i przelać moje odczucia i myśli na papier i dzięki temu w kwestii muzyki i słów będę mógł stworzyć spójną całość ze swoim sercem, z tym, co czuję. Osobiście nie znałem Karoliny, ale znałem jej twórczość i to wystarczyło.

Zajmujesz się muzyką od blisko 5 lat, a od ponad roku koncertujesz ze swoją debiutancką płytą. Jakie są Twoje priorytety muzyczne? W jakim kierunku chciałbyś dalej podążać?
Priorytetem dla mnie od samego początku, odkąd rozpoczęliśmy trasę z moim debiutanckim albumem, jest przede wszystkim bycie spójnym z własnymi odczuciami, szczerym w tym, co się tworzy. Na pewno drugi album też taki będzie. Nie będziemy robić nic na siłę, pod publikę. A czy to się spodoba? Czas pokaże. Ja ze swoim zespołem włożymy całe serca w swoje dźwięki. Myślę, że około jesieni będziemy wkraczać do studia, żeby te wszystkie pomysły, które dotychczas gdzieś tam łapaliśmy na dyktafon, zgrać i zlepić w jedną całość.

Co byś poradził osobom, które, tak jak teraz Ty, chciałyby kiedyś zawodowo zajmować się muzyką?
Nie ma nigdy złotych rad, natomiast to, co jest najważniejsze – być w stu procentach przekonanym, że chce się to robić, żeby nie robić nic tak na łapu-capu. Jeśli człowiek angażuje się w coś w stu procentach, to nawet jeśli coś nie wyjdzie, to potem nie ma sobie nic do zarzucenia. Muzyka to jest jednak ciężki chleb w Polsce. Trzeba być naprawdę charakternym, odpornym na stres, na przeszkody, zwartym i gotowym pokonywać naprawdę wiele wzniesień i bez obietnicy, że kiedyś zaczniemy schodzić, a nie wchodzić pod górę. Na pewno przyda się wytrwałość w dążeniu do celu, pokora, no i przede wszystkim treningi, trzeba ćwiczyć i starać się wyróżnić czymś spośród tego tłumu utalentowanych osób. W Polsce mamy naprawdę wielu uzdolnionych artystów i jeszcze mnóstwo nieodkrytych talentów.

Jak sam kiedyś przyznałeś, Twoja mama powtarzała Ci, że trzeba w życiu mieć marzenia i je spełniać… Dlaczego warto marzyć i które z Twoich marzeń już się spełniły?
Generalizując powiem, że nie chodzi tu stricte o muzykę, ale o sam fakt stawiania sobie wysoko poprzeczki, stawiania sobie celów i nie bania się sięgania po nie. Sama kwestia marzeń to jest coś, co wydaje nam się bardzo błahe, ale w dzisiejszych czasach mało kto potrafi i w ogóle chce marzyć, a przecież to jest bardzo ważne w życiu, bo pozwala nam postawić sobie, powiedzmy, kilka mniejszych i jeden większy cel, do których potem dążymy, co sprawia, że wiemy, w którą stronę zmierzamy i nie błądzimy, nie kręcimy się w kółko i nasze życie ma jakiś sens. Jeśli nie mamy marzeń, to jakby tkwimy cały czas w jednym miejscu i tracimy cały smak życia, którego tajemnicą jest właśnie ten nadany sens.
Moją aspiracją życiową było posiadanie rodziny, kocham dzieci i to jest jedno z moich większych marzeń i szczęść. Na pewno też muzyka, to że mogę żyć i robić w życiu to, co naprawdę kocham, co aż ciężko nazywać pracą, mimo że pochłania to wiele godzin, często siedzimy od rana do rana w studiu albo spędzamy po pięć dni w busie, w ciągłej podróży, często bez noclegów, bo nie ma na to czasu, tylko po to, żeby grać koncerty. Ale to jest właśnie życie, które wybrałem świadomie i o którym marzyłem. To sprawia, że jestem szczęśliwy.

O jakie jeszcze rzeczy w życiu powinniśmy zabiegać „z całych sił”?
Przede wszystkim trzeba starać się, żeby w tym całym biegu i ciągłej pogoni za czymś znaleźć też chwilę dla najbliższych, bo obecnie to właśnie czas jest najcenniejszą rzeczą, którą możemy podarować najbliższym. Trzeba też zdać sobie sprawę, że nic nie trwa wiecznie, a żeby trwało dłużej niż chwilę, to warto dbać o własne zdrowie, bo nasze życie jest bardzo kruche.

Rozmawiał Mateusz Sawczuk
„Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2015, nr 8 (72), s. 12