„JESTEM TWOIM SYNEM. KOCHAM”
Dodane przez MasterZMC dnia 21.10.2014 11:47
Do szpitala psychiatrycznego w Kreutzlingen przychodzi wiadomość… Diagilew nie żyje. Jak mantrę będzie powtarzał te słowa pacjent Wacław Niżyński i zaprowadzi ze sobą innych pacjentów do kaplicy, by tam odprawiać dziwne nabożeństwo.
Rozszerzona zawartość newsa

Do szpitala psychiatrycznego w Kreutzlingen przychodzi wiadomość… Diagilew nie żyje. Jak mantrę będzie powtarzał te słowa pacjent Wacław Niżyński i zaprowadzi ze sobą innych pacjentów do kaplicy, by tam odprawiać dziwne nabożeństwo. Tak zaczyna się spektakl „Bóg Niżyński” w reżyserii Piotra Tomaszuka, który został zagrany 17 października w Zamojskim Domu Kultury. Był to już drugi, po szekspirowskiej „Burzy”, spektakl z cyklu Jesień Teatralna w ramach programu Teatr Polska. Program organizowany jest przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i ma na celu przybliżenie sztuki teatralnej w tych polskich miejscowościach, gdzie nie ma stałego teatru.

Aktorzy Teatru Wierszalin w Supraślu zachwycili zamojską publiczność. Spektakl, wielokrotnie nagradzany w różnych konkursach, opowiada historię legendarnego tancerza baletowego Wacława Niżyńskiego. Widz ma wrażenie, że złowrogie nabożeństwo, do którego Niżyński wciąga innych pacjentów jest manifestacją wewnętrznego niepokoju głównego bohatera, noszącego znamiona lęku religijnego, egzystencjalnego. Przez lata tańczył w baletach na scenach świata, oklaskiwany przez tłumy, a obecnie tańczy ku uciesze pacjentów w kaplicy… Ale w pewnym momencie słyszy głos… Nie jest to dobre, bo tańczysz dla siebie, nie dla Boga.

Samouwielbienie to nie jedyny objaw odwróconego Bożego porządku. W nabożeństwie padają słowa: Niepokój z wami. I duchowi twojemu. Pojawia się też szatan. Osoby, będące w kaplicy, najpierw stanowczo krzyczą: Idź precz z naszej świątyni, ale ostatecznie tańczą tak, jak im zagra szatan, poddając się cielesnej ekstazie.

Oglądane sceny to chwilami retrospekcje bohatera. Przypomina sobie cielesne obcowanie z Diagilewem w Paryżu, który wciągnął go do swoich Baletów Rosyjskich. Być może ten homoseksualizm też jest odwróceniem boskiego porządku, a na pewno tamto zdarzenie staje się przyczyną udręki. – Zjadasz moją duszę – powie Niżyński. – Ty nie masz duszy. Twoje usta są z farby, twoje ciało ze szmaty – odpowie jego kochanek.

Podczas tournée w Ameryce Południowej Niżyński pozna swoją przyszłą żonę Romolę de Pulszky. Nie będzie tam wtedy Diagilewa. Bał się pływać statkami, bo cyganka przepowiedziała, że umrze na wodzie. W istocie umrze w Wenecji, ale zanim to nastąpi, Diagilew zazdrosny o małżeństwo Niżyńskiego wyrzuci go z teatru i powie: Chciałeś szczęścia beze mnie? Nie ma szczęścia beze mnie. Czy jednak za tymi słowami znowu nie kryje się szatan, który nie dopuści do szczęścia, zaprowadzi na skraj obłędu?

Wypowiedziane słowa i zdarzenia z przeszłości prześladują Niżyńskiego, nie pozwalają mu wyzdrowieć, są jak gwoździe raniące duszę, tak samo jak dawniej ciało skazańca, które doprowadzą do (symbolicznej lub prawdziwej) śmierci na podobieństwo śmierci Chrystusa. Bohater umierający na krzyżu powie: Jestem twoim synem. Kocham. Kocham. Ja Bóg Niżyński. Czy to szyderstwo, czy szczere wołanie do Boga Ojca? Nic nie jest jednoznaczne, łatwe do określenia. W niektórych pozostanie niepokój, w innych, tych, którzy będą klaskać na stojąco, zachwyt, w jeszcze innych niezrozumienie i brak sensu. Wielowymiarowość zawsze działa na korzyść przedstawienia.

Z cyklu Jesień Teatralna w Zamojskim Domu Kultury odbędą się jeszcze dwa przedstawienia. Najpierw w środę 22 października o godz. 11.00 i 18.00 Teatr im. H. Ch. Andersena w Lublinie wystawi spektakl „Czerwony kapturek”, a potem, w środę 5 listopada o godz. 18.00. Widzowie obejrzą „Lizę”, na podstawie opowiadania „Wieczny mąż” Dostojewskiego, w wykonaniu Sceny Prapremier InVitro/Centrum Kultury w Lublinie. Szczegółowe opisy spektakli na stronie: www.zdk.zamosc.pl.

Mateusz Sawczuk, fot. ZDK
„Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2014, nr 11 (62), s. 8