DNI WDZIĘCZNOŚCI
Dodane przez MasterZMC dnia 13.08.2014 00:16
Każdego dnia spotyka nas coś pozytywnego, wystarczy zechcieć to dostrzec. Przez ostatnie siedem dni pisałem na Facebooku o trzech pozytywnych zdarzeniach, sprawach, refleksjach z mijającego dnia.
Rozszerzona zawartość newsa

06.08.14
Trzy pozytywne zdarzenia z dnia, który minął :)

1. Zyskałem nowego, wspaniałego kolegę, z którym przyjdzie mi spędzić kilka dobrych dni. Wtajemniczone koleżanki z pracy wiedzą, o co chodzi ;)

2. Rzuciłem papierosy, mam nadzieję, że na trwałe. Kuba Pe możesz być ze mnie dumny. Postanowiłem przerzucić się na healthy life.

3. Rozmawiałem telefonicznie z człowiekiem, który kiedyś uwierzył w sens mojego dalszego rozwoju i jako pierwszy podał mi rękę. Co prawda rozmawialiśmy o niepokojących zjawiskach (typu niewydolność systemu edukacji, problem z wytworzeniem w kraju inteligencji czy kryzys wieku średniego), ale pozytywna konkluzja była taka, że wódki trzeba się napić. Najlepiej pod koniec sierpnia :)



07.08.14
Trzy pozytywne sprawy – dzień drugi.

1. Pamiętacie Songa z bajki „Dragon Ball”? A pamiętacie jego walkę z ostatnim smokiem? Wszystko wskazywało na klęskę, był już wycieńczony i za słaby, aby pokonać potężnego przeciwnika… Ale w ostatniej chwili nasz bohater zebrał dobrą moc z całego wszechświata i utworzył gigantyczną kulę, którą wymierzył w złego smoka.

Ta scena skojarzyła mi się z moim ostatnim snem. Nie pamiętam go dokładnie, ale z jakiegoś powodu miałem w nim bardzo duże poczucie zagrożenia. Coś przerażającego miało się za chwilę stać. Zbliżał się do mnie człowiek o złowrogiej twarzy, a ja stałem jak wryty. Rozłożyłem ręce i z głębi serca zawołałem: „Panie, potrzebuję Cię teraz!”. I wtedy złowroga twarz człowieka zmieniła się w dobrą, pogodną twarz innego człowieka. Wiedziałem, że jest to twarz Jezusa, chyba nawet powiedział: „Jestem”. Wszystko się uspokoiło, jakby burza na morzu ustała.

Jakże inny sen od tego dawnego: Najstraszniejszy sen
Może to też znak zmiany na lepsze...

2. Jadąc do Tomaszowa Lub. zapytałem siedzącej obok koleżanki, czy w Polsce możliwe jest, aby samotna osoba adoptowała dziecko. Odpowiedziała: „Tego nie wiem, ale na pewno samotna osoba może być rodziną zastępczą”.
Tego samego dnia, wieczorem, byłem na Wędrującej Estradzie. A tam, nieoczekiwanie, sympatyczne panie promowały rodzicielstwo zastępcze. Udzielały zainteresowanym niezbędnych informacji i rozdawały takie małe patyczki ze wstążką i ważnymi słowami. Wylosowałem patyczek ze słowami: „Miłość to zdolność do bycia radosnym darem dla innych”.



3. W tym samym miejscu rozmawiałem z kilkoma interesującymi ludźmi, m.in. z dwojgiem aktorów Białostockiego Teatru Lalek. Rozmawialiśmy o aktorstwie, o studiach, o podróżach…
– Chcę pojechać kiedyś do Pragi, już w tamtym roku miałem jechać, ale odwołano wycieczkę.
– Praga jest przepiękna – odpowiedział mój rozmówca. – Na zwiedzenie jej potrzeba co najmniej trzech dni. Polecam też Budapeszt. Też jest piękny.
Podczas rozmowy pod namiotem, w deszczowym Zamościu, zadziwiłem się, jak silne są we mnie marzenia i jak jestem zdeterminowany do ich realizacji. Po prostu mam pewność, że kiedyś będę w tych miejscach…
– To już wiem, gdzie mam pójść, jak kiedyś zawitam w Białymstoku… do państwa teatru.
– Tylko niech pan wcześniej zadzwoni, bo możemy być w rozjazdach.



08.08.14
Pozytywów z życia dzień trzeci :)

1. W Tomaszowie Lubelskim zawisł wielki baner reklamowy Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Zamościu, miałem w tym swój skromny udział. Tomaszowianie już wiedzą, jaka jest najlepsza uczelnia w regionie. A kto jeszcze nie wie, niech sprawdzi koniecznie: www.pwszzamosc.pl

2. W środku dnia ktoś ważny dla mnie napisał mi ważne słowa. Może powoli uchylają się drzwi do nieba…

3. Wieczorne rozmowy z młodymi ludźmi. Z koleżanką, która miała swój wkład w studenckiego „Skafandra” i z raperami, którzy chcą działać i wartościowo przeżywać swoje życie.



09.08.14
To już czwarty dzień, a ciągle odnajduję coś dobrego między wschodem a zachodem słońca…

1. Początek dnia udowodnił, że można wyjść cało nawet z najgorszej sytuacji. Jeśli ma się osoby, które chcą udzielić pomocy, to można wyciągnąć nawet złamany i niewystający z zamka klucz. Warto przy tym pamiętać, że kluczem do szczęścia jest własne serce, bo…

2. „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6, 21). Właśnie te słowa, zaczerpnięte z Ewangelii, są głównym przesłaniem „Alchemika” Paula Coelho. Siedem lat temu ta książka pomogła mi w podjęciu bardzo ważnej i trudnej decyzji. Od tamtej pory staram się słuchać serca przy dokonywaniu wyborów. Dziś przypomniałem sobie wszystkie pozytywne zdarzenia, które wydarzyły się dzięki temu, że nie bałem się postępować tak, jak podpowiadało serce.



3. Wieczorem zrobiłem zakupy w Biedronce i zapłaciłem kartą. W tej sieci dyskontów wprowadzono tę formę płatności niedawno. Od kilku lat czekałem na to, aż będzie taka możliwość i stało się. To pozwala mieć nadzieję, że rzeczy, których byśmy chcieli, a które dziś wydają się odległe, mogą kiedyś stać się rzeczywistością. A czego jeszcze sobie życzę? Ot, choćby, żeby Polska była kiedyś mistrzem świata w siatkówce, tak jak zapowiadał to Piotr Gruszka w 2006 r. Kto wie, może wydarzy się to już we wrześniu tego roku :D



10.08.14
Gwiazdy pojawiły się już na niebie piątego dnia mojego patrzenia na życie z dobrej strony. Co pozytywnego działo się dziś?

1. Kupiłem sobie bokserki z bambusa :D No dobra, nie tylko to, ale w sumie co tam buty, co tam koszulki, co tam skarpety, najważniejsze są bokserki z bambusa ;)

2. W domu w Majdanie działa już bezprzewodowy Internet. Teraz można siedzieć sobie na tarasie, popijać kawkę, a w laptopie słuchać muzyki z YouTube. Choćby tak pięknej, jak „The dream of the dolphin” Enigmy.



3. W kościele czytania szczególnie pamiętane od lat, dziś słuchane z takim samym jak dawniej przejęciem. Jedno z nich to ulubione czytanie ks. Mariana Pokrywki, mówiące o tym, jak to Bóg przyszedł do Eliasza nie w wichurze, trzęsieniu ziemi czy w ogniu, lecz w lekkim powiewie wiatru. Czuję, że do mnie przychodził podobnie… Na szczycie Tarnicy, w skwerze Wisłockiego, na balkonie u babci przy Peowiaków… W każdym z tych miejsc w ciszy serca odpowiadałem sobie na jakąś ważną kwestię dotyczącą mojego życia.





11.08.14
Szósty dzień dostarczył miłe niespodzianki :)

1. Listonosz, pan Stasio, przyszedł dzisiaj do moich rodziców w Majdanie, około godziny dwunastej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że, jak sam powiedział, „przyniósł wartościową przesyłkę”. Wiedział, że jest wartościowa, bo na moją prośbę została ubezpieczona przez adresata, na wypadek, gdyby zaginęła w drodze…

W przesyłce był bilet na mecz otwarcia mistrzostw świata w siatkówce. Niesamowite jest to, że rzeczy materialne, czasami bardziej niż ludzie, mają swoje ciekawe losy… Bilet musiał przebyć drogę z miejscowości Bystre w gminie Krzeszów do miejscowości Majdan Ruszowski w gminie Łabunie, aby pewna cudowna krasnostawianka mieszkająca w Warszawie mogła pójść na mecz i przeżyć coś niezwykłego :)

Kiedy, 17 kwietnia, kupowałem bilet w Media Markt, nawet do głowy mi nie przyszło, że tak się sprawy potoczą… :)

2. Nie lubię, gdy coś wartościowego się kończy… Zawsze wtedy przypominają mi się wszystkie dobre momenty, które wydarzyły się wcześniej i żal jest w sercu, że nie będzie kontynuacji. Chyba właśnie w tym żalu wyraża się pragnienie nieskończoności, nieśmiertelności, by dobro trwało cały czas.

Zajęcia z angielskiego dobiegają końca, obfitowały w przyjemne rozmowy, godziny śmiechu i naukę na solidnym poziomie. Miłym akcentem dzisiejszego spotkania było przejście na ty z moim nauczycielem. Gdy przyszedłem do niego pierwszy raz, to, choć nawet mnie nie znał, od razu wkręcił mnie na bezpłatne lekcje angielskiego… A ta przygoda trwała ponad rok. Życzę każdemu, by spotykał na swojej drodze takich ludzi.

3. Niezamknięte okno w pracy może być powodem do obaw, zwłaszcza jeśli nasze pomieszczenie znajduje się na parterze… ale może też być pretekstem do wyjęcia roweru z piwnicy, po wielu, wielu dniach nieużytkowania, i przejażdżki rowerowej. Kuba Pe masz kolejny powód do bycia dumnym ze swojego podopiecznego ;) Jeżdżąc zamojskimi ulicami i ścieżkami rowerowymi, zastanawiałem się, czy niezależnie od zdarzeń wytrwam w tym wszystkim, co mnie wzmacnia i daje radość, skoro tak łatwo można się załamać w obliczu różnych niepowodzeń... Dziś jednak mimo wszystko czuję się silniejszy niż dawniej i zawdzięczam to, rzecz jasna, wielu ludziom, którzy pojawili się w moim życiu, ale także, a może przede wszystkim, samemu sobie, swojej zmianie mentalnej, odwadze w słuchaniu serca, determinacji w spełnianiu marzeń i epikurejskiej radości z małych cudów codzienności. Wierzę, że, przy Bożej pomocy, wytrwam do końca i kiedyś będę mógł powiedzieć: „w dobrych zawodach wystąpiłem”.



12.08.14
Dzień siódmy – ostatni. Kto wytrwały, niech przeczyta i odnajdzie dobro dla siebie, jeśli nie w tym tekście, to w swoim życiu…

1. „Zamieszkałem w lesie, ponieważ chciałem żyć świadomie. Chciałem czerpać ze źródeł życia samą jego istotę. Odrzucić wszystko, co nie było nim, by w godzinę śmierci nie odkryć, że nie żyłem” (Henry David Thoreau). To jeden ze szczególnych cytatów, które noszę w swoim sercu. Usłyszałem go po raz pierwszy oglądając „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” (1989). To piękny i zarazem smutny film. Piękny, bo niesie wspaniałe przesłanie, że prawdziwie wartościowe życie to życie, w którym idziemy drogą marzeń; smutny, bo pokazuje, że czasami napotykamy na tej drodze przeciwności, które mogą definitywnie zgasić nasz zapał. Jestem wdzięczny, że spotkałem w swoim życiu nauczycieli życia, którzy mówili mi, że nie ma nic wspanialszego niż spełnianie marzeń.


Rozpocząłem od tej refleksji nie bez powodu… Dziś, gdy świat obiegła informacja o śmierci Robina Williamsa, uświadomiłem sobie, że filmy, w których występował niosły dla mnie jakąś ważną myśl, przesłanie… W filmie „Fisher King” była to poruszająca opowieść:
„Historia zaczęła się, kiedy Król Rybak był chłopcem i musiał spędzić samotnie noc w lesie, żeby dowieść swojej odwagi. Czuwając samotnie w lesie miał objawienie. Pośród płomieni ukazał mu się Święty Graal, symbol cudownej bożej łaski. I głos przemówił do chłopca: «Ty będziesz strażnikiem Graala, który uzdrawia serca ludzi». Ale chłopca oślepiła jeszcze wspanialsza wizja przyszłości... potęgi... sławy... i piękna. I w tym stanie głębokiego zadziwienia... przez krótką chwilę czuł się niezwyciężony, nie jak chłopiec, ale jak Bóg. Sięgnął więc w ogień, żeby pochwycić Graala. I Graal zniknął. A żar płomieni okaleczył dłonie chłopca. I kiedy chłopiec dorastał, jego rany pogłębiały się coraz bardziej, aż wreszcie stracił wiarę we wszystko, nawet w siebie. Nie kochał i nie był kochany. Życie tak go znużyło, że zaczął umierać. A razem z nim zaczęło umierać królestwo, i strach ogarnął ludzi, więc wyruszyli na poszukiwanie jedynej rzeczy, która mogła uratować króla – Świętego Graala.
Pewnego dnia do pałacu zawędrował głupiec i zastał króla samego. Będąc prostaczkiem, nie zobaczył króla, tylko samotnego, cierpiącego człowieka. «Co cię dręczy, przyjacielu?», zapytał. Król odpowiedział: «Jestem spragniony. Gardło mnie pali, daj mi łyk wody».
Więc głupiec wziął kielich ze stolika przy łożu, napełnił go wodą i podał królowi. A król napił się i poczuł, że jego rana została uleczona. Spojrzał na swoje dłonie i pomiędzy nimi zobaczył to, czego szukał przez całe życie – Świętego Graala. Więc odwrócił się do głupca i zapytał: «Jakim cudem znalazłeś to, czego najmądrzejsi i najdzielniejsi nie mogli znaleźć»? A głupiec odpowiedział: «Nie wiem. Wiem tylko, że byłeś spragniony».

Z kolei w filmie „Między piekłem a niebem” urzekła mnie symboliczna historia głównych bohaterów. Chris i Annie są małżeństwem i mają dzieci. Pewnego dnia dzieci giną w wypadku samochodowym, a Annie nie może sobie tego wybaczyć. Chris podtrzymuje ją na duchu i powtarza jej: „Nigdy się nie poddawaj”. Po pewnym czasie również Chris ginie w wypadku samochodowym. Annie popełnia wtedy samobójstwo.
Po drugiej stronie chmur Chris trafia do nieba, ale nie ma w nim Annie – ona znajduje się na samym dnie piekła. Chris, tak jak za życia, postanawia przejść przez całe piekło i wydobyć ją stamtąd…

W filmie pada wiele godnych zastanowienia cytatów, to jeden z nich: „Dobrzy ludzie kończą w piekle, bo nie potrafią sobie wybaczyć”.

Dziś pomyślałem, że jeśli jest jakieś piekło w Tobie, to chciałbym Cię z niego wyprowadzić i iść ku niebu…

2. „Kochałem cię, kocham i będę kochał. Tego mi nikt nie zabroni” – powiedział jej Jurek, podczas ich ostatniego, przypadkowego, spotkania. Zamojskie zoo było jeszcze wtedy przy ul. Akademickiej, przechodziła tamtędy i on przechodził, była już mężatką.

Wyszła za mąż z miłości za Ryszarda. Słuchała serca, nie rodziców, którzy woleli Jurka. Powiedziała im: „Całe życie was słuchałam, ale męża wybiorę sobie sama. To jest moje życie”.

Od 30 lat jest wdową, a niedawno pojawiła się w niej niepokojąca myśl o Jurku. Co się z nim stało, czy się ożenił, czy jest szczęśliwy… Postanowiła go odnaleźć. Napisała list do Centrum Personalizacji Dokumentów MSW. Centrum wysłało urzędową odpowiedź oraz wniosek, który trzeba wypełnić o dane personalne poszukiwanej osoby…

– Historia już skończona. Nie znajdę go. Znam tylko jego imię i nazwisko. Żebym chociaż znała imiona rodziców albo datę urodzenia, ale wtedy gdy go poznałam, nie było mi to potrzebne. Wiesz, chodziło się na zabawy, tańczyło się…
– Trzeba było więcej rozmawiać niż tańczyć – zażartowałem, ale od razu tego pożałowałem, bo mogło to sprawić ból...
– Historia skończona, zrobiłam, co mogłam… Chciałam go tylko przeprosić za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziłam.
Nie zgadzałem się z takim zakończeniem historii. Trzymałem jeszcze długo w dłoniach list z Centrum Personalizacji Dokumentów, jakbym cały czas wierzył, że znajdę jakieś rozwiązanie, ale byłem bezradny… Nazywał się Jerzy Woś, był zawodowym wojskowym, dziś miałby ok. 83 lat.

To dzisiejsze spotkanie i ta historia pokazały mi, jak istotne jest, aby nie zwlekać z wypowiedzeniem ważnych słów, aby się nie spóźnić… Podziękowanie, przeprosiny, przebaczenie, wsparcie, dodanie komuś odwagi, podtrzymanie na duchu, wyrażenie uczuć… Czasami życie sprawia, że potem nie mamy już więcej okazji.

3. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21). Jeszcze nie tak dawno temu, w taki dzień jak ten, gdy jest troszkę smutniej, popadłbym w jakąś kompulsję… Spaliłbym dwie paczki fajek, upił się na umór lub uprawiał seks bez miłości. Ale teraz rozumiem, że zło nie jest lekarstwem na niepowodzenia, przeciwności, niepokoje… Wprost przeciwnie, ono niszczy nas jeszcze bardziej i sprawia, że demony rozgaszczają się w najlepsze. Teraz czuję w sobie niezwykłą siłę, która pozwala mi przetrwać wszystko, bez kompulsji. Wiem, kto i co sprawiło, że jest we mnie ta siła, i nie chciałbym tego zaprzepaścić.

Proszę, uwierz dziś także w to, że, niezależnie od skali zła, uwikłania, zagubienia, dobro może zwyciężyć, a drugi człowiek może w tym pomóc. Uwierz w przesłanie książki „Chłopiec z latawcem”, które zawiera się w pięknych słowach: „Znowu można być dobrym”.



Przeczytaj też:
(Nie) po raz ostatni | (Not) the last one
Khaled Hosseini – Chłopiec z latawcem (Kite runner)
Niezwykłe odkrycie | Amazing discovery