KAŻDY SZUKA SWOJEJ DROGI | EVERYONE LOOKS FOR HIS WAY
Dodane przez MasterZMC dnia 29.03.2010 19:24
Spotkanie z buddystką.
Rozszerzona zawartość newsa


Spotkałem się z nią w klimatycznym barze na Starym Mieście. Ma 27 lat i podobnie jak ja miała różne przygody życiowe. Najpierw była na innych studiach, potem zrezygnowała i przez rok pracowała, a potem poszła znowu na studia na edukację artystyczną w Kielcach. Po 3 latach postanowili ze znajomymi przenieść się do Rzeszowa. Nie wie, czy będzie miała pracę po tym kierunku, ale najważniejsze jest dla niej to, że robi to, co lubi. Choć o tym nie wie, jest Wojownikiem Światła.

Buddyzmem zaczęła interesować się już podczas studiów w Kielcach. Chodziła na specjalne spotkania tam i w Zamościu. Na początku była tym zafascynowana. Była nawet na spotkaniu na Węgrzech, któremu przewodniczył najbardziej znany europejski nauczyciel buddyzmu. Potem jakaś koleżanka odwiodła ją od tego wszystkiego, a teraz znów do tego powróciła.

Jeszcze nie zna buddyzmu na tyle dobrze, by móc wytłumaczyć wszystkie kwestie. W ogóle mówiła dość niejasno. Częścią buddyzmu jest wiara w reinkarnację, czyli że dusza wciela się w kolejne ciała. Jednak jeśli ktoś w to nie wierzy, to nie znaczy, że nie może być buddystą. Buddyzm to nie religia, a raczej filozofia życia. Nie ma dogmatów, które trzeba uznać, nie ma jakiejś deklaracji, którą trzeba podpisać. Każdy może medytować, każdy może przyjść na spotkanie.
- Buddyzm ma inne podejście do seksu niż katolicyzm. Dla buddyzmu seks nie jest czymś złym.
- Kościół nie wypowiada się, że seks jest zły, a nawet zachęca małżeństwa do wydawania na świat potomstwa – odpowiedziałem.
- No właśnie, w katolicyzmie małżeństwo służy głównie wydaniu potomstwa, a w buddyzmie nie. W buddyzmie bardziej chodzi o osobisty rozwój. Wszystko, co cię spotyka jakoś cię rozwija.
Mówiła również (choć nie była pewna czy rzeczywiście tak jest), że nie ma u buddystów ceremonii ślubnej, a związek dwojga ludzi zależy od osobistej umowy między nimi. Sami ustalają sobie zasady.

Stwierdziła też, że katolicyzm idzie trochę na łatwiznę, bo łatwo jest ochrzcić kogoś w wieku niemowlęcym i narzucić mu religię. Zgodziłem się z tym w zupełności, bo sam jestem zdeklarowanym przeciwnikiem chrztu dzieci.

Ponadto przekonywała, iż w myśl buddyzmu nie istnieje takie coś jak ego. Człowiek się ciągle zmienia, zmienia się jego wygląd, uczucia, poglądy. Na wszystko, co się dzieje wokół niej, patrzy nie przez pryzmat siebie, ale inaczej, tak jakby ona była tym, co się dzieje.



W liceum czytałem książkę o buddyzmie, w jego wersji zen. Oddaliły mnie od tego 2 kwestie. Było tam mniej więcej takie zdanie: „Przyczyną tego, że cierpisz są twoje pragnienia. Wyzbądź się swoich pragnień, a przestaniesz cierpieć”. Ja, urodzony romantyk i Wojownik Światła, nie mogłem się na to zgodzić. I druga kwestia to podejście do cierpienia. Odniosłem wrażenie, że buddyzm to filozofia, która stara się zanegować cierpienie.

Wyraziłem jej te swoje wątpliwości. Nie rozwiązała ich. Mówiła, że buddysta raczej nie dąży do wyzbycia się pragnień, a co najwyżej jakichś złych emocji. A cierpienie… Cierpienie wynika z poprzednich żyć. Jak cała ta negatywna karma się wypali, to już tego nie będzie.

Buddyzm jest tolerancyjny wobec innych religii, ale tych pokojowych, trudność jest w przypadku islamu, gdyż niektórzy jego wyznawcy są nastawieni wojowniczo.

Uważa, że w życiu trzeba wielu rzeczy spróbować, żeby wiedzieć, co tak naprawdę chce się w życiu robić, jaką drogą iść. I to nie tylko w odniesieniu do buddyzmu. Od dwóch miesięcy uczy się grać na saksofonie, ale dochodzi teraz do wniosku, że to chyba nie dla niej.

To spotkanie pokazało mi, że każdy człowiek szuka jakoś swojej drogi. Oby na naszej drodze było miejsce dla dobra, wtedy cały świat będzie lepszy.

Dała mi forint na szczęście. Mam go w portfelu do dziś.



Zobacz też:
Każdy szuka swego miejsca | Everyone looks for his place
Każdy ma swoje Westerplatte | Everyone has own Westerplatte
Religie (pytania)
Eric-Emmanuel Schmitt „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”