MICHAŁ RYCAJ LIDEREM MISTRZOSTW ŚWIATA | MICHRYC IS THE LEADER OF THE WORLD FREESTYLE CHAMPIONSHIP
Dodane przez MasterZMC dnia 26.07.2013 15:58
Student turystyki i rekreacji PWSZ w Zamościu już po raz drugi w swojej karierze bierze udział w mistrzostwach świata we freestyle football. Na poprzednich mistrzostwach rozegranych dwa lata temu w Malezji zdobył brązowy medal. Obecnie prowadzi w klasyfikacji generalnej, ale o tytuł trzeba jeszcze trochę powalczyć.
Rozszerzona zawartość newsa

Student turystyki i rekreacji PWSZ w Zamościu już po raz drugi w swojej karierze bierze udział w mistrzostwach świata we freestyle football. Na poprzednich mistrzostwach rozegranych dwa lata temu w Malezji zdobył brązowy medal. Obecnie prowadzi w klasyfikacji generalnej, ale o tytuł trzeba jeszcze trochę powalczyć.


Michał Rycaj zwycięzca turnieju w Dubaju 2013, fot. Polska Federacja Freestyle Football

W tym roku Federacja Freestyle Football (F3) wprowadziła nową formułę mistrzostw, które składają się nie – jak był do tej pory – z jednego tylko z sześciu turniejów rozgrywanych w różnych miastach na kuli ziemskiej. Tytuł mistrza świata przypadnie w udziale temu zawodnikowi, który po zakończeniu ostatniego turnieju będzie miał największą liczbę punktów. – Moim zdaniem jest to bardzo dobry pomysł – mówi Michał Rycaj – ponieważ freestyle football jest tak nieprzewidywalną dyscypliną, że czasami dużo zależy od szczęścia. A jeżeli jest sześć turniejów, to mistrz zostanie wyłoniony sprawiedliwie.


Michał Rycaj podczas finału w Londynie 2013, fot. F3

W mistrzostwach bierze udział 16 freestylerów z całego świata. Połowa z nich to najlepsza ósemka z Malezji, druga zaś połowa została wyłoniona przez F3 na podstawie punktów zdobytych w turniejach międzynarodowych w ciągu ostatnich dwóch lat. Spośród finalistów najliczniejszą narodowo grupę stanowią… Polacy. Oprócz Michryca o tytuł mistrza walczą Łukasz Chwieduk ps. Luki (aktualny wicemistrz Polski) oraz Szymon Skalski ps. Szymo.

Pierwszy turniej rozegrany został 26 maja w Londynie, obok stadionu olimpijskiego. Zawody rozpoczęły się od rundy wstępnej (routine), w której każdy zawodnik miał dwie minut na indywidualny show. Po wszystkich pokazach sędziowie ustalali kolejność miejsc. Pierwszy zawodnik musiał zmierzyć się z szesnastym, drugi z piętnastym, trzeci z czternastym, itd. Przegrany odpadał, zwycięzca szedł dalej, i tak aż do finału.


Michał Rycaj zwycięzcą turnieju w Londynie 2013, fot. F3

Michryc po pierwszej rundzie został rozstawiony na odległym 13. miejscu. Jak się okazało, nie była to jednak liczba pechowa, bo dalsze pojedynki ułożyły się dla niego korzystnie. Pojedynek jeden na jednego trwa 3 minuty, zawodnicy nie prezentują jednocześnie swoich tricków, tylko wymieniają się co 30 sekund, ich występ ocenia trójka sędziów, którzy następnie głosują na zawodnika, który według nich był lepszy, w ten sposób powstaje wynik 3:0 lub 2:1.

Mistrz Polski najpierw pokonał Daniela Dennehy’ego z Irlandii 3:0, a następnie Soufiane Bencoka z Belgii 2:1. Potem przyszedł czas na półfinał, a tam naprzeciwko siebie stanęli… koledzy z pokoju, mistrz i wicemistrz Polski – Michał Rycaj i Łukasz Chwieduk. Tym razem lepszy okazał się Michryc, wygrywając 3:0.

W finale mieszkańcowi Jarosławca przyszło się zmierzyć z Norwegiem Tobiasem Brandalem Busætem. Pojedynek był bardzo wyrównany. Sędziowie wskazali na zwycięstwo Michryca. Tuż po werdykcie podbiegli do niego koledzy i zaczęli go podrzucać do góry na znak zwycięstwa. Luki dołożył do tego trzecie miejsce. Polski Londyn!


Podium w Londynie 2013, od lewej Łukasz Chwieduk, Michał Rycaj i Tobias Brandal Busæt, fot. F3

Na kolejny turniej zawodnicy przenieśli się z miasta Sherlocka Holmesa do Dubaju. 31 maja u stóp najwyższego wieżowca świata Burdż Chalifa (828 m) była druga odsłona zmagań mistrzowskich.

Tym razem po pierwszej rundzie Michryc był drugi, ale, na odwrót niż w Londynie, droga do finału była znacznie trudniejsza. Z pierwszym rywalem Curtisem Meyerem z Australii, poszło jeszcze stosunkowo łatwo, 3:0. Potem jednak zaczęły się schody… Polak stanął do pojedynku z Japończykiem Tokurą, który w ubiegłym roku wygrał turniej Red Bull Freestyle we Włoszech. Michryc postanowił dać większą artylerię tricków, walka jednak była tak zacięta, że nikt nie mógł być pewny zwycięstwa. Ostatecznie sędziowie zdecydowali 2:1 dla Michryca.

W półfinale poprzeczka została zawieszona maksymalnie wysoko. Michryc musiał zmierzyć się ze swoim najpoważniejszym rywalem, z którym do tej pory zawsze przegrywał, Anglikiem Andrew Hendersonem. Polak z pewnością pamiętał półfinał mistrzostw w Malezji, w których to właśnie Anglik stanął na drodze do finału. Na Półwyspie Arabskim karta się odwróciła, po niezwykle wyrównanym pojedynku zwyciężył Michryc, po raz pierwszy w karierze pokonując swojego odwiecznego konkurenta 2:1.

W finale wystąpił Brazylijczyk Pedrinho, na którego nikt wcześniej nie stawiał, ponieważ w Londynie odpadł już w pierwszym pojedynku. (A więc rzeczywiście freestyle jest nieobliczalny!). Michał Rycaj przyznał, że podszedł do tego pojedynku na większym luzie, ponieważ wiedział już, że niezależnie od wyniku finału, będzie liderem po zakończeniu drugiego turnieju. Podobno adrenalina dodaje skrzydeł, ale w tym wypadku spokój również okazał się skuteczny. Polak zwyciężył jednogłośnie 3:0, zgarniając za zwycięstwo 25 punktów. Po dwóch turniejach łącznie ma ich już 50. Drugi w klasyfikacji zawodnik ma na swoim koncie 27 punktów, a jest nim… Łukasz Chwieduk. Jeśli Szymon Skalski (obecnie 7. miejsce) podgoni czołówkę, to możliwe jest nawet polskie podium.


Michał Rycaj w Dubaju pokonał Pedrinho, fot. F3

Kolejny turniej dopiero w październiku w Nigerii. Jest więc sporo czasu na przygotowanie się do ostatecznych, jesiennych rozgrywek. Michał Rycaj przyznaje, że to, co zaprezentował w dwóch pierwszych turniejach może już nie wystarczyć w kolejnych, bo wszyscy zawodnicy przyłożą się teraz jeszcze bardziej do treningów i będą chcieli pokazać coś nowego. Michryc jednak nie pozostanie dłużny i też zamierza przygotować nowe tricki. – Chcę się skupić na akrobatyce, nie umiem jeszcze stać na rękach, a uważam, że tworzy to milion możliwości do zabawy z piłką. W Londynie i Dubaju do zwycięstw przyczynił się bez wątpienia po raz pierwszy zademonstrowany trick, polegający na podbijaniu piłki stopą na ściągniętym bucie. Jeśli Michał doda do swojego repertuaru równie ekstremalne sztuczki, to o dobry wynik możemy być spokojni.

„Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2013, nr 8 (45), s. 11























Przeczytaj też | Also read:
Michał Rycaj – mistrz piłkarskich tricków
„PWSZ to uczelnia dla mnie i dla ciebie” | „PWSZ is university for me and for you”