POD NIEBEM SNÓW | UNDER SKY OF DREAMS
Dodane przez MasterZMC dnia 13.02.2010 22:50
Na brzegu rzeki Bystrzycy, Kunickiego wzwyż, poprzez Wyszyńskiego, idąc deptakiem w słoneczny dzień. "25 godzina" i życie.
Rozszerzona zawartość newsa

To była wiosna. Mógł być ciepły wiatr w uliczkach miasta. Chodziliśmy deptakiem, obok płynęła Bystrzyca, albo inna rzeka. Śniłem wiosenny sen. Gdy tylko zaczyna się wiosna, motyle fruwają w sercu, oddech jest spokojny. Słońce ciepłą dłonią zamyka mi powieki i mogę marzyć.

Chodziliśmy sobie tłumnym deptakiem miasta. Wskoczyliśmy do najlepszej księgarni. Uśmiechnąłem się, gdy znalazłem książkę, którą tak długo szukałem. „Ostatni wykład”. Pokazałem jej i zacząłem opowiadać. A potem jeszcze dostrzegłem „Chłopca z latawcem”. To musi być piękne, tak powiedział Kinomaniak. Kupiłem obie.

Spacerowaliśmy przez słoneczną wiosnę miasta. Młodzi ludzie grali na gitarze i śpiewali „Whisky moja żono!”. I wymownym gestem zbierali na wino. A my siedzieliśmy pod parasolkami. Piliśmy zimne soki i koktajle. Czułem się, jakbym był w książce „Na brzegu rzeki Piedry…”. Zaiste Paulo Coelho mógłby się do nas przysiąść i pogadać o tym wszystkim. Ale przysiadł się Andrzej z Jurkiem, którzy zboczyli z celu, na rzecz naszej obecności. Z Andrzejem nasze światy idealnie się wyminęły. On kiedyś imprezowo spędzał życie, a teraz ja spijałem esencję życia z dziewczyną, którą kocham.

Jeszcze zbiegiem okoliczności, pojawił się Marcin. Powiedziałem do niego: „A pamiętasz, jak mieliśmy razem mieszkać na stancji na Tumidajskiego? I wtedy ani ty, ani ja tam nie zamieszkaliśmy. W ogóle nikt z nas w tym mieście nie został”. Dziwili się, że pamiętam tak wiele szczegółów. Zawsze słynąłem z dobrej pamięci.

Gdy trzeba było ruszać, wsiedliśmy oboje do autobusu. Staliśmy, bo tu zwykle nie ma jak usiąść. Jechaliśmy tą samą trasą, którą parę lat temu jeździłem na WF. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie.

Wieczory spędzaliśmy w nastrojowej knajpie. Piliśmy piwo lub kawę, zależnie od nastroju. Podpuszczałem ją, żeby mi coś rysowała. O tym zawsze marzyłem. Miała te same spojrzenie, te same czucia. Wiedziała, kto to Szemkel i Wojownik Światła. Na przekór złemu losowi poszliśmy do klubu przy Okopowej 3. Tam, gdzie dawniej Bartek nie chciał iść.

To było niezwykłe. Tańczyliśmy razem przy Okopowej 3 w Lublinie. Śmialiśmy się, jak nigdy. W ramionach i utuleniu chciałem żyć na zawsze.

O piątej rano było jeszcze ciemno. Wracaliśmy pustym miastem, które było cicho, żeby słyszeć naszą rozmowę. Czułem, że żyję całą pełnią. Tak jak wtedy, gdy jechaliśmy nocą z teatru w Warszawie i spała na moim ramieniu.To były najszczęśliwsze chwile w moim życiu.

Niewiele brakowało, a to by się nigdy nie zdarzyło…



It all came so close to never happening. This life came so close to never happening.


............................................................................................................................................


"25 GODZINA" (ZAKOŃCZENIE)





Zobacz też:
Przejazdem w odwiedzinach | Driving through the familiar city
Kraków do snu | Cracow in a dream
Osiemset trzy | Eight hundred three
Przed wschodem/zachodem słońca | Before sunrise/sunset
Baczyński – Niebo złote ci otworzę
Khaled Hosseini – Chłopiec z latawcem
Olga
Wycieczka studencka: Kraków – Oświęcim – Ostrawa – Solina (2010) | Student’s trip: Cracow – Auschwitz – Ostrava – Solina (2010)