„TRZEBA MIERZYĆ WYSOKO I MIEĆ NADZIEJĘ” | „NEED TO AIM HIGH AND HOPE FOR THE BEST”
Dodane przez MasterZMC dnia 29.06.2012 13:41
Rozmowa z mistrzem Polski w skoku wzwyż, Szymonem Kiecaną.

Interview with Szymon Kiecana, Polish Champion in High Jump 2012.
Rozszerzona zawartość newsa

Szymon Kiecana, student I roku Turystyki i Rekreacji PWSZ Zamość oraz zawodnik Agrosu Zamość, osiąga w ostatnim czasie znaczące sukcesy sportowe w skoku wzwyż. W tym roku zdobył już trzy złote medale. Dzięki zdobyciu mistrzostwa Polski, będzie reprezentował nasz kraj na Mistrzostwach Europy w Helsinkach.


Szymon Kiecana na Mistrzostwach Polski Seniorów, Bielsko-Biała 2012

Żeby być dużym, trzeba pić mleko, jak przekonywała nas pewna reklama społeczna. A co trzeba zrobić, żeby skakać tak wysoko, jak Szymon Kiecana?
Szymon Kiecana: W młodości piłem dużo mleka i jadłem dużo drożdżówek, także chyba dzięki temu urosłem (śmiech). A żeby skakać wysoko, trzeba po pierwsze mieć talent, tzw. „wrodzonego jump’a”, a po drugie ciężko pracować, bardzo ciężko pracować.

Jak doszło do tego, że zacząłeś trenować skok wzwyż?
Zaczęło się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Kiedy graliśmy na boisku w palanta, wtedy moja ówczesna nauczycielka wychowania fizycznego pani Barbara Zdun zaproponowała konkurs w skoku wzwyż dowolną techniką przez skakankę. Osiągnąłem najlepszy wynik i dostałem propozycję udziału w Czwartkach Lekkoatletycznych w Zamościu. Mimo małej wiedzy, jaką posiadałem wówczas na temat tego sportu, wziąłem udział w zawodach i wygrałem. Później trenowałem pod okiem pani Basi, a potem w gimnazjum w Jarosławcu przejął mnie pan Tomek Smoląg. W dalszym ciągu brałem udział w różnych zawodach i muszę przyznać, że spodobał mi się ten sport. W szkole ponadgimnazjalnej kontakt z tym sportem był mniejszy, nie trenowałem regularnie, chociaż już wtedy miałem wysoką życiówkę 2,05 m. W „Rolniczaku” zacząłem grać też w siatkówkę i podczas meczu uczniowie kontra nauczyciele poznałem pana Janusza Stryjewskiego, który zaproponował mi, żebym przyszedł chociaż na jeden trening do Agrosu Zamość. I od tego jednego treningu się zaczęło, pamiętam, że było to 20 listopada 2009 r. Od tamtej pory pan Janusz Stryjewski jest moim trenerem. Po pół roku treningów i dobrych występów otrzymałem powołanie na obóz kadry narodowej. Cały czas poprzeczka szła w górę, aż 17 czerwca br. zostałem mistrzem Polski seniorów z rekordem życiowym 2,28 m. Niewiele zabrakło mi do minimum olimpijskiego 2,31 m. Będę jeszcze o nie walczył na najbliższych Mistrzostwach Europy, które rozpoczynają się 27 czerwca br. w Helsinkach.


Szymon Kiecana na treningu

Ile czasu poświęcasz na treningi?
Zależnie od okresu jest to od 5 do 6 dni w tygodniu od półtorej do dwóch godzin. Można powiedzieć, że już na poważnie wziąłem się za tę dyscyplinę sportu.

Jak myślisz, czego możemy spodziewać się w Helsinkach?
Możemy się spodziewać wszystkiego, każde zawody to jedna wielka loteria. Czasami faworyci wygrywają, czasami faworyci nie wchodzą nawet do ścisłego finału. Wszystko jest możliwe.

Komu dotychczas najwięcej zawdzięczasz pod względem opieki i rozwijania Twojego talentu?
Najwięcej zawdzięczam trenerowi Januszowi Stryjewskiemu, bo gdyby nie trener, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz. Jestem mu wdzięczny za cierpliwość, przygotowanie i poprowadzenia mnie do tak dobrych wyników. Podziękowania ślę także pani Basi Zdun i panu Tomkowi Smolągowi, bo od nich się wszystko zaczęło.

Których sportowców cenisz sobie najbardziej? Czy jest ktoś, kogo możesz nazwać swoim wzorem, idolem?
Należałoby tu wspomnieć o Sylwestrze Bednarku. Praktycznie 2 lata nigdzie nie skakał, przygotowywał się do mistrzostw Polski i niestety zerwał ścięgno Achillesa, co wyłączyło go na kolejne kilka miesięcy. Pisałem z nim ostatnio, nie poddaje się, chce wrócić do sportu. Za to go podziwiam. Czapki z głów dla niego!
Trzeba też wymienić Stefana Holma. To jest zawodnik, który w historii skoków miał największe przewyższenie osiągniętej wysokości w stosunku do wzrostu ciała, ponieważ skoczył aż 2,40 m, a mierzy „zaledwie” 180 cm.

A Ty, jaką wysokość chciałbyś osiągnąć w swojej karierze sportowej?
Chciałoby się skończyć najpierw rekord Polski 2,38 m, potem rekord świata 2,45 m. Tak więc bardzo wysoko. Ale trzeba wysoko mierzyć i mieć nadzieję na wysokie skakanie i trzeba przede wszystkim trenować, żeby takie wyniki osiągnąć. Ile się naskacze, to się zobaczy. Mam nadzieję, że Opatrzność Boska da mi szansę, żeby poskakać wysoko.

Sport jest ważną częścią Twojego życia, ale nie jedyną. Jesteś studentem pierwszego roku Turystyki i Rekreacji w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. Szymona Szymonowica w Zamościu. Dlaczego wybrałeś studia akurat na tej uczelni? Czy poleciłbyś ją absolwentom szkół ponadgimnazjalnych?
Moi rodzice prowadzą gospodarstwo, trzeba im pomagać, dlatego zostałem w Zamościu i szukałem takiej uczelni, która ma coś związanego ze sportem, żebym, na przykład, nie miał problemów z nieobecnościami, jeżeli gdzieś będę na zgrupowaniu, itp. PWSZ Zamość daje możliwość pogodzenia sportu zawodowego ze studiami. Otrzymałem indywidualny tok studiowania i nie muszę się martwić nieobecnościami. No i myślę, że Turystyka i Rekreacja jest poniekąd związana ze sportem.

Jakie są pozytywy studiowania na Turystyce i Rekreacji?
Plusy są takie, że nie wydaję pieniędzy na stancję, ani nie płacę czesnego, bo jest to uczelnia państwowa, a więc bezpłatna. Mam dobry kontakt z rodzicami, tutaj mam też dziewczynę. Same plusy! Co do samej Turystyki i Rekreacji, to uważam, że jest to kierunek bardzo fajny, bo daje dużo możliwości, ogólną orientację, jak wygląda podróżowanie po świecie oraz orientację w znajomości własnego kraju. Kierunek bardzo ciekawy. Dowiedziałem się o wielu rzeczach, o których nie miałem pojęcia.

Jeśli chodzi o sport to PWSZ ma mistrzów… W zeszłym roku, kiedy zastanawiałeś się jeszcze nad wyborem studiów, laury w tenisie stołowym zdobywali studenci Artur Daniel, Maciej Nowaliński i Michał Dąbrowski. Teraz na najwyższym podium jesteś Ty i Agnieszka Całuch, która zdobyła 2 medale w biegach na Akademickich Mistrzostwach Polski. Jak oceniasz sport akademicki w PWSZ Zamość? Czy spełniasz się w Klubie Uczelnianym AZS? I czy masz numer do Agnieszki Całuch?
Oczywiście, że mam numer do Agnieszki Całuch (śmiech). A tak na poważnie, to sport w pewueszecie rozwija się. Teraz studiują jeszcze roczniki, które wychowały się na boiskach, podwórkach, na drodze, na asfalcie. Podejrzewam, że niebawem pojawią się roczniki „komputerowych dzieci”. Coraz ciężej jest z tym sportem, bo niektóre dzieci nawet nie potrafią biegać. Jak widzę na wuefach, jak dzieci tam biegają, to czasami myślę, że takie dziecko zaraz się wywróci, potknie się o własną nogę (śmiech). Sport w pewueszecie jest na wysokim poziomie. Nawet się nie spodziewałem, że tylu studentów będzie jeszcze startowało w zawodach sportowych. Jednak jest tu jeszcze sport i mam nadzieję, że będzie on się cały czas rozwijał. Uczelnia stwarza warunki do uprawiania sportu i pomaga finansowo poprzez stypendia. Mogę więc śmiało powiedzieć, że spełniam się w Klubie Uczelnianym AZS PWSZ Zamość.

Podczas Olimpiady w Pekinie (2008) 2 spośród 10 medali zdobyli lekkoatleci: Tomasz Majewski w pchnięciu kulą i Piotr Małachowski w rzucie dyskiem. Na Mistrzostwach Europy w Barcelonie (2010) zgarnęliśmy aż 9 krążków, a na ostatnich Mistrzostwach Świata… 1 medal w skoku o tyczce Pawła Wojciechowskiego. Co impreza, to różne wyniki. Jaka jest właściwie, Twoim zdaniem, kondycja polskiej „królowej sportu”?
Jest w Polsce bardzo dużo zawodników, którzy są na wysokim, światowym poziomie. Wiadomo, jest sezon, kiedy jest lepiej, jest sezon, kiedy jest gorzej. W polskiej lekkoatletyce brakuje jeszcze takiego trzymania wysokiego poziomu, osiągania podobnych wyników, podchodzących pod życiówki na każdej imprezie. Może to wynikać z psychiki zawodników, bo talenty mają na pewno.

Niektórzy ludzie mają problemy z pogodzeniem różnych sfer życia. Jaką masz receptę na umiejętne pogodzenie sportu wyczynowego, studiów wyższych i, powiedzmy, rozrywki?
Trudno to pogodzić, ale da się to pogodzić, wymaga to jednak pewnej dyscypliny i rezygnacji z niektórych przyjemności, jak na przykład dyskoteki.


Przechadzka po Zakopanem

Jakie są Twoje zainteresowania pozasportowe? Co Ci sprawia radość, co Cię relaksuje?
Sprawia mi radość oglądanie filmów, słuchanie muzyki. Lubię gdzieś wyjechać, spędzić miło czas w dobrym towarzystwie, z najbliższymi, przyjaciółmi. Jakoś nie pociągają mnie imprezy, dyskoteki, pijani ludzie. Wolę wyjazd na tydzień góry, w zacisznym miejscu odpocząć od zgiełku, tak psychicznie, jak i fizycznie, aby „odrodzić się na nowo”. To mi sprawia radość.

Dokończ, proszę, zdanie: Prawdziwy mistrz to ten…
…który przykłada się sumiennie do treningu, bo sam talent to jest 10% tego, co można osiągnąć, a reszta to jest ciężka praca. Trzeba ciężko pracować na wszystko; na sukces, na pieniądze, na wszystko trzeba ciężko pracować.




Szymon Kiecana poleca „Skafandra”

Czego Ci życzyć na najbliższy i dalszy czas?
Regularności skakania, czyli jak skaczę po 2.30 m, to żebym nie skakał już mniej, a tylko wyżej. Medalów na mistrzostwach Europy, świata i na Igrzyskach Olimpijskich, no i rekordów Polski i świata. I przede wszystkim zdrowia. Zdrowia, bo z tym zdrowiem bywa różnie.

No dobrze, więc tego Ci życzymy.
Dziękuję bardzo.

Rozmawiali Redaktorzy Naczelni
Michał Karchut i Mateusz Sawczuk

„Skafander. Gazeta Akademicka” 2012, nr 7 (31), s. 11





Przeczytaj też | Read more:
Sport akademicki w Zamościu | Academic sport in Zamość
Sportowcy Roku 2011 | Polish Sportspersonality of 2011
Mistrz w swojej dziedzinie | Master of his discipline
Lubi ryż, ale kocha ping-pong | He likes rice, but loves ping-pong