A W SERCU BEZPIECZNIE | SAFELY IN THE HEART (PŁOCK 02–03.06.2012)
Dodane przez MasterZMC dnia 21.06.2012 13:10
Kiedy przygotowywała w kuchni wspomnianą potrawę, ja siedziałem na balkonie i paliłem papierosa, obok mnie siedział Lestat. Słońce oświetlało osiedle tak pięknie, że nawet rosnąca nieopodal wierzba wydała się radosna. Wiatr też zaznaczył swoją obecność.
Rozszerzona zawartość newsa

Zajęcia z edytorstwa skończyłem o 9.45. Indeks zostawiłem w dziekanacie i wyruszyłem z pełnym bagażem do centrum. Idąc przez bielański las, minąłem się jeszcze z Agnieszką i zamieniłem słowo odnośnie wpisów w indeksie, które dr Marzec musi poprawić.

Busa miałem o 11.00. Z racji utworzenia strefy kibica pod Pałacem Kultury i Nauki na okres zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej w Polsce, postój busów przeniesiono za Dworcem Centralnym. To niewiele dalej, zresztą mam dar szybkiego przemieszczania się po stolicy i w busie byłem już pół godziny przed odjazdem. Kierowca powiedział, że na miejscu będziemy przed pierwszą, a ja przekazałem tę informację telefonicznie cioci. Samochód był zapełniony tylko w połowie.

Ruszyliśmy punktualnie. W Warszawie jechaliśmy przez ulice Towarową, Okopową, Aleje Jana Pawła, itd. Zająłem miejsce przy oknie, bo zawsze lubiłem patrzeć przez szybę w trakcie podróży. Byłem ciekaw, przez jakie miejscowości będziemy jechać. A jednak wczorajsza nocna wizyta u Kuby właśnie teraz dała znać o sobie. Powieki opadły.

Obudziłem się w Płocku. Galeria, która w Zamościu nazywa się Twierdza, tam nosi nazwę Mazovia, nie wiedziałem, że to sieciówka. Ciocia czekała już z psem na postoju przy Jachowicza 40. Jak później mi powiedziała, zawsze woli być wcześniej, nie lubi się spóźniać, tak jak ja. (Mama też zawsze mi powtarza, że gdy ona jeździła kiedyś na kolonie, to już tydzień wcześniej była spakowana).

Przywiozłem ładną pogodę, akurat się rozsłoneczniło. Ze stadionu miejskiego wybiegły dziewczyny ścigające się w Biegu Solidarności. Ciocia mieszka w bloku przy ul. Mickiewicza na trzecim piętrze. Bacznie przyjrzałem się mieszkaniu, nie ze względu na pasję do materii rodem z Białoszewskiego, ale dla zaspokojenia ciekawości mamy, która trzykrotnie była w Płocku, ale w tym lokum jeszcze nie miała okazji być. Ściany we wszystkich pomieszczeniach oklejone tapetami, w pokojach dywany, w kuchni wykładzina, w łazience glazura, duży balkon.

Zbliżała się godzina 14.00, pora zastrzyku i obiadu – ciocia jest cukrzykiem. Zjedliśmy duszonego kurczaka z papryką, cebulą, ryżem i sałatką. Wyśmienite! Już teraz wiedziałem, że kiedyś będę je sobie sam przygotowywał. Z racji tego, że duszone, a nie smażone – różnicę tę wyjaśniła mi babcia – nie zawiera dużo cholesterolu.

Pies wabi się Lestat – tak nazwał go Łukasz, syn cioci – a ciocia woła do niego Lesio. Skojarzyło mi się to z filmem „Wywiad z wampirem”, może właśnie stamtąd pochodzi inspiracja dla takiego mianowania. Lestat ma w swojej kolekcji wiele piłek do tenisa ziemnego. Rzucałem mu, chciał się bawić, w ogóle nie reagował agresywnie, pewnie wyczuł, że sam mam psa.

Agnieszka, która ma rodzinę w Płocku, wspominała mi, że jest tam chyba najpiękniejsze w Polsce zoo. Ciocia była tam ostatni raz ze 20 lat temu, dlatego ochoczo zdecydowała, że pójdziemy właśnie tam.

Gdy zbieraliśmy się do wyjścia, zauważyłem, że nie mam kurtki. Zreflektowałem, że musiałem ją zostawić na półce w busie. Zadzwoniłem do centrali, ale nikt nie odebrał połączenia. Ciocia zadzwoniła do swojego znajomego Marka i okazało się, że on jeździ akurat w tej samej firmie przewozowej, której busem jechałem. Na prośbę cioci skontaktował się z kierowcą tamtego busa i na szczęście okazało się, że czarna kurtka Reebok nie przepadła. Miałem ją odebrać po 18.00, kiedy będzie kurs z Warszawy.

W drodze do zoo ciocia pokazała mi więzienie, znane w całej Polsce z powodu śmierci osadzonego w nim Roberta Pazika, jednego z zabójców Krzysztofa Olewnika, choć ciocia bardziej pamięta, że w 1991 r. w tym zakładzie karnym odbyło się spotkanie papieża Jana Pawła II z więźniami. Pokazała mi też, gdzie obecnie pracuje oraz hotel, w którym kiedyś mieszkała, gdy pracowała w nieistniejącej już Petro Budowie. Skończyła ekonomię na UMCS-ie, przyjechała do Płocka po studiach za ofertą pracy, wraz z koleżanką Krystyną. Tu wyszła za mąż, a w 82 r. urodził się Łukasz, z którym mieszka do dziś (w trakcie mojej wizyty, przebywał we Francji). Potem rozeszła się, jej dawny mąż wyjechał do Francji. Zdradziła mi, że choć mieszka w Płocku już ponad 30 lat, to wciąż czuje się tu obco. W jednym z utworów, płockiego zresztą, zespołu hiphopowego Jeden Osiem L padają słowa: Wiele lat się czeka, żeby znaleźć swoje miejsce. Nie sądziłem, że tak długo…

Zoo rzeczywiście robi pozytywne wrażenie. Gatunków zwierząt może i nie jest bardzo dużo, ale za to mają bardzo duże przestrzenie do poruszania się. I tak widziałem egzotyczne ptaki, płazy, lwy, hipopotama karłowatego, żyrafy, słonie, surykatki, pelikany, pingwiny, pawie, by na tych tylko zwierzętach poprzestać. Ciocia zrobiła mi kilka zdjęć. Zoo zostało zagospodarowane na terenie lasu, ciągnącego się wzdłuż Wisły. Jest tam zresztą widok na rzekę, a także place zabaw dla dzieci.

Po powrocie, o 18.00 ciocia robiła sobie zastrzyk i jadła, a ja poszedłem na Jachowicza. To naprawdę blisko, 10 minut drogi. To jest właśnie jeden z plusów mieszkania w centrum – wszędzie blisko; miałem ten komfort, gdy mieszkałem przy Peowiaków w Zamościu. Przekonałem się, że bez problemów trafię do cioci, jeśli jeszcze kiedyś do niej przyjadę.

Kierowca zabrał kurtkę z półki i trzymał przy sobie, żeby, cytuję, nikt jej nie zajebał. Podziękowałem mu serdecznie.

Wracając, widziałem, jak chłopcy, grali na boisku do koszykówki i na kortach do tenisa – wszystko w obrębie stadionu miejskiego (który nie jest stadionem Wisły Płock). Na szczęście sport wciąż jest w młodości obecny, choć ma zabójczą konkurencję w komputerach.

Na kolację zjadłem kanapki z pieczywa od Olewników, a potem ruszyliśmy na spacer. Deptak płocki wiedzie ulicą Tumską, przypomina ten lubelski, tyle że w Lublinie jest więcej wystawionych parasolek, a tu w Płocku banki i sklepiki, ale również cukiernia czy Muzeum Mazowieckie.

Po obu stronach przed ratuszem posągi lwów, a na środku rynku fontanna. Gdzieś obok „siedzi sobie” Wacław Milke, zasłużony płocczanin, założyciel najstarszego w Polsce zespołu ludowego Dzieci Płocka. Przez jakiś czas Łukasz tańczył w tym zespole, ale później zrezygnował. Kiedy był jeszcze członkiem zespołu, to 8 czerwca 1991 r. uczestniczył w spotkaniu pożegnalnym papieża Jana Pawła II. Ciocia wspomina, że wstali wtedy o 6.00, żeby uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Schodząc z Tumskiej Góry w kierunku Wisły, natrafiliśmy na pomalowaną ścianę. Na niej para trzymająca się za ręce i fragment „Zielonego wiersza” Władysława Broniewskiego: Ja nie chcę wiele: Ciebie i zieleń, i żeby wiatr kołysał gałęzie drzew (…) Ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko: Ciebie i zieleń i żeby listkom akacji było wietrznie, i żeby sercu – bezpiecznie.

Nad Wisłą o zachodzie słońca jest pięknie. Właśnie tu ma się poczucie, że życie jest najżyczliwsze. To, co specyficzne dla tego miejsca to bodaj najdłuższe w Polsce molo i amfiteatr na brzegu rzeki.

„Wdrapywaliśmy się” znów po niekończących się schodach na szczyt, gdzie znów czekał na nas Broniewski. Uparcie myślałem – i tak już pewnie zostanie – że to nie ostatni raz, że może jeszcze kiedyś…

Pomnik Broniewskiego robi wrażenie. Jego wyryta twarz skierowana jest w stronę lasu, z którego przyszliśmy, i cytat: Z Tumskiej spoglądam góry / Na Królewski Las. Tym właśnie pomnikiem i tamtą ścianą, o której wspomniałem przed chwilą, miasto Płock uczciło pamięć poety, który tu się urodził.

Zrobiłem też sobie zdjęcie z Piłsudskim – kolejne do kolekcji po tym z Wawelu – jak głosi napis: Pierwszym Honorowym Obywatelem Płocka.

Wróciliśmy do domu, trwał jeszcze mecz siatkarski Polska – Finlandia. Skończył się szybko pewnym zwycięstwem naszych 3:0. Ciocia od zawsze interesowała się sportem, śmiało mogę powiedzieć, że jest bardziej zagorzałym kibicem ode mnie, ogląda wszystko, nawet Formułę 1. Ja podczas zbliżającej się olimpiady obejrzę tylko mecze siatkarzy, to jest ważniejsze od obowiązków naukowych.

O 22.00 ciocia wzięła ostatni zastrzyk. Spytałem się, czy nigdy nie zdarzyło się jej zasnąć przed tą godziną. A gdzie tam! Często o tej porze wychodzi jeszcze z psem na spacer. Z Lestatem się nie boi.

Moje powieki odmawiały już posłuszeństwa, a ciocia mogłaby jeszcze długo rozmawiać i długo oglądać telewizję. Udałem się na spoczynek do pokoju Łukasza. Spojrzałem jeszcze przez okno. Długa ulica oświetlona szeregiem latarni jak nocnych stróżów wyglądała pięknie. Przypomniałem sobie, gdy jako dzieciak przyjeżdżałem na wakacje do innej cioci do Chełma. Spałem w podobnym pokoju i podobna cisza śpiącego miasta była za oknem. Paralelne odczucie z dzieciństwa, odczucie, że jestem bezpieczny, sprawiło, że szybko zasnąłem.

Ciocia planowała wstać o 6.00 i wyjść z psem jeszcze przed pierwszym zastrzykiem. Najwidoczniej jednak sen dobrze jej służył, bo to ja wstałem pierwszy o 7.00. Być może już wcześniej gdzieś o tym wspomniałem, że w ciągu dnia piję bardzo dużo herbaty, w zasadzie mogę pić jedną za drugą. Dlatego ciocia, mając odpowiednie urządzenie, zbadała mi cukier na czczo. Okazało się, że mam idealny cukier 84 (na stare jednostki 4,7). Ciocia bardzo się ucieszyła, bo wie, jak uciążliwa jest cukrzyca. Po zjedzeniu wyszła na spacer z Lestatem, a ja w tym czasie jadłem śniadanie, kanapki z wędliną i serem, a do tego mozzarella i pomidory.

Przejrzałem półkę z książkami. Dowiedziałem się, że są dwie kolejne części „Kolumbów. Rocznik 20” w postaci książek „Losy” i „Cdn”. Poza tym na półce jest też niemal cała seria literatury XX wieku z kolekcji „Gazety Wyborczej”. Mam cichy plan, aby uzupełnić tę serię, choć na razie ciocia nie może czytać, dopiero w 2014 r. będzie miała operację zaćmy w drugim oku.

Kiedy wróciła ze spaceru i zastała mnie przy książkach, powiedziała, że bardzo lubi Coelho. Wiedziałem o tym, przysłała mi kiedyś słowa zainspirowane lekturą „Walkirii”: Nie pozwól, żeby ktokolwiek odebrał ci marzenia i słuchaj głosu swoich aniołów.

Wybraliśmy się na zwiedzanie katedry. Wszystkie ściany łącznie ze sklepieniem pokryte są malowidłami. Akurat jakiś młody ksiądz albo kleryk oprowadzał małą grupkę, więc skorzystałem z okazji i się podłączyłem. Wzdłuż naw bocznych u góry są herby wszystkich dotychczasowych biskupów, pierwszy z nich bp Marek sprawował posługę w latach 1075–1088, na obecnego bpa Piotra Liberę nie starczyło miejsca na ścianie, ale jak widać koniec świata nie nastąpił. Bp Piotr Libera na początku miał w swoim herbie postać Chrystusa Sługi, potem zmienił na Jezusa Miłosiernego wraz z zawołaniami: Jezu, ufam Tobie i Bóg jest miłością.

Na koniec ciocia pstryknęła mi zdjęcie przy pomniku papieża i na tle katedry. Ona, podobnie jak ja, z dystansem odnosi się do tej pomnikowości, której ślady są niemal w każdym mieście w Polsce. Powiedziała: Mam wrażenie, że to jest wszystko na pokaz. A wystarczy się modlić jak papież przykazał za życia i po śmierci.

Po drodze, idąc deptakiem zauważyliśmy, że jedna z restauracji szuka kucharza. Może Łukaszowi uda się załapać. Ciocia mówi, że on gotuje „z głowy”, nie potrzebuje wcale przepisów. Jedno z jego dań, tzw. quische, ciocia zrobiła jak wróciliśmy.

Kiedy przygotowywała w kuchni wspomnianą potrawę, ja siedziałem na balkonie i paliłem papierosa, obok mnie siedział Lestat. Słońce oświetlało osiedle tak pięknie, że nawet rosnąca nieopodal wierzba wydała się radosna. Wiatr też zaznaczył swoją obecność. Patrzyłem na stół do tenisa stołowego, na którym nikt teraz nie grał. Pomyślałem, że mógłbym być mistrzem świata i pokonać Chińczyków, co wydaje się tak samo nieprawdopodobne, jak to, że biały człowiek prześcignie Usaina Bolta. A jednak wierzę w te rzeczy. Pomyślałem też, że to jedno z tych miejsc, gdzie mógłbym pozostać i zacząć nowy etap w życiu.

Na postoju busów byliśmy oczywiście wcześniej. Zdążyłem już kupić bilet, ale jeszcze rozmawialiśmy, bo do odjazdu było ze dwadzieścia minut. Zaproponowałem, żeby zapalić. Ciocia nie wzięła ze sobą papierosów, więc kupiła w kiosku obok. Paliliśmy, Lestat biegał samopas. Wspomnieliśmy Kolbergera, on nie był cukrzykiem, jednak brał insulinę, bo na skutek przerzutów wycięto mu trzustkę. O Hołdysie ciocia nie wiedziała. On dowiedział się o chorobie bodaj w wieku 18 lat, a ciocia w wieku 35 lat – nie ma reguły. Ciocia powiedziała, że już teraz mogę pić dowoli. Nigdy nie miałem obaw, ale zawsze lepiej wiedzieć. Kierowca odpalił maszynę, ucałowałem się z ciocią, powiedziała jeszcze, żebym pamiętał o kurtce.

W radiu RMF FM leciał dość osobisty wywiad z selekcjonerem reprezentacji Polski w piłce nożnej, Franciszkiem Smudą. Jak sam wyznał, był taki czas w jego życiu, kiedy nie miał pieniędzy, żeby kupić nawet bułkę w sklepie. Ten trudny okres nauczył go jednak, że nigdy nie wolno się poddawać, że można robić to lub coś innego i zawsze w końcu zjawi się ktoś, kto pomoże. Ciepło wypowiadał się też o żonie, która po przegranym meczu zawsze go wspiera i mówi: Nie przejmuj się, będzie lepiej. Właśnie w takich trudnych chwilach okazuje się, kto jest nam bliski.

Za parę dni miał zabrzmieć pierwszy gwizdek na Euro 2012, za miesiąc Olimpiada w Londynie, a za 2 lata Mistrzostwa Świata w siatkówce w Polsce. Niecierpliwość i nadzieja.

4 czerwca 2012 r.








Przeczytaj też | Read more:
Jeden Osiem L
Każdy szuka swego miejsca | Everyone looks for his place
Być jak wiatr | Be like a wind
Chciał, byś się nie poddał | He wanted to you don't give up
Ludzie z bliska / Krzysztof Kolberger
„Choroba daje wolność” | „Disease makes you free”
Chwała Panu | Glory to the Lord
Wycieczka studencka: Kraków – Oświęcim – Ostrawa – Solina (2010) | Student’s trip: Cracow – Auschwitz – Ostrava – Solina (2010)
Siatkówka – Polskie sukcesy | Volleyball – Polish big times
Mój sąsiad, Przemysław Tytoń, uratował dziś Polskę! | My neighbour saved Poland!
Niezwykłe odkrycie | Amazing discovery
Nie musisz cierpieć | You don’t have to suffer
Powołanie Mateusza | The calling of Matthew
Manoel Bandeira – Być jak płynąca rzeka (Like the Flowing River)
Eric-Emmanuel Schmitt – Pan Ibrahim i kwiaty Koranu (Mr. Ibrahim and the flowers of the Koran)
Requiem dla Stanisława Piro | Requiem for Stanisław Piro
„Sny są po to, by je śnić” | „Dreams are only to be dreamed”
Anne Rice – Kroniki wampirów | The Vampires Chronicles
Broniewski – Zielony wiersz
Mistrz w swojej dziedzinie | Master of his discipline
Lubi ryż, ale kocha ping-pong | He likes rice, but loves ping-pong