REQUIEM DLA STANISŁAWA PIRO | REQUIEM FOR STANISŁAW PIRO
Dodane przez MasterZMC dnia 30.03.2012 23:04
Znałem go zaledwie 2 lata, a miałem wrażenie jak byśmy się znali od zawsze.
Rozszerzona zawartość newsa

Bio | Galeria (Gallery) | Mały wielki człowiek (A little big man) | Piro odkodowany (Piro decoded) | Requiem dla 1 500 000 000 (Requiem for 1,5 billion) | Edmund Monsiel – odsłona trzecia (Edmund Monsiel – the third uncover) | Fenomen Piotra Drożdżaka (Phenomenon of Peter Drożdżak) | Fundamentalne problemy (The main problems) | Rewolucja XXI wieku (Revolution of XXI century) | Zamość – Miasto bez Chorób (Zamość – the town without diseases)

Odszedł Stanisław Piro, fot. Janusz Zimon
Stanisław Piro, fot. Janusz Zimon

Stanisława Piro poznałem w 2010 r. Pisałem wtedy artykuł, przedstawiający jego sylwetkę w ramach cyklu „Ludzie z pasją”, który prowadziłem w „Gazecie Zamojskiej”. Spotkaliśmy się w zamojskiej Galerii BWA. Tam, dzięki uprzejmości dyrektora Jerzego Tyburskiego, miał swoją pracownię i prowadził seanse rysunkowe z młodzieżą. Każdy, kto, tak jak ja, miał przyjemność poznać Stanisława Piro, wie, jak ciepłym był człowiekiem, bariery znikały już przy pierwszym spotkaniu.

Muszę przyznać, że po naszej rozmowie byłem zadziwiony wielością artystycznych talentów i jeszcze większą ilością różnych pomysłów. Zastanawiałem się, czy to możliwe, czy uda się to wszystko zrealizować, przecież ten człowiek ma już 85 lat, a planuje jak gdyby miał ich 20… Miał jednak bardzo dobrą kondycję fizyczną, mówił, że to za sprawą opracowanej przez niego technologii zdrowia i sprawności „Faust”. Technologię tę rozrysowywał w tzw. kwadraty zdrowia. „Faust” oparty był na diecie wegetariańskiej, ale także duży nacisk położony był w nim na zdrowie psychiczne. Piro dążył do tego, aby Rada Miasta wprowadziła oparty na „Fauście” program prozdrowotny „Zamość – Miasto bez Chorób”. Celem programu miało być osiągnięcie zdrowej społeczności miasta do 2033 r. Piro wyznaczył tę datę nieprzypadkowo, w tym bowiem roku przypada dwutysięczna rocznica zmartwychwstania Chrystusa. Poruszyłem tę kwestię w moim artykule, który zatytułowałem „Mały wielki człowiek” – mały pod względem wzrostu, ale wielki pod względem serca.

W tekście wspomniałem również o planie Pana Piro, żeby w 2020 r. przygotować wielką wystawę jego prac ku czci chińskiego malarza wszech czasów Kouo-Hi (1020–1090). W tym to roku przypada tysięczna rocznica urodzin tego malarza, którym Piro był zafascynowany. Jednak najbardziej poruszył mnie projekt „Requiem”, o którym jeszcze wspomnę.

Po ukazaniu się artykułu utrzymywałem kontakt z Panem Stanisławem. Niebawem zapoznałem z nim Michała Karchuta. Gdy Pan Stanisław dowiedział się, że będziemy redagować gazetę o nakładzie 5000 egzemplarzy, zagwizdał z radości.

Piro - Elementarny kwadrat

Był z nami od samego początku. W pierwszym numerze „Skafandra” (16 września 2010), na pierwszej stronie umieściliśmy preambułę programu „Zamość – Miasto bez Chorób”, a w środku jeden z kwadratów zdrowia wraz z felietonem. Potem niemal w każdym numerze ukazywały się felietony Piro, w których prezentował swoje idee i dzielił się refleksjami dotyczącymi sztuki, zdrowia czy cywilizacji. Zamojskie środowisko medialne nie traktowało go poważnie, niektórzy mieli go za wariata. My, choć nie ze wszystkimi jego pomysłami w pełni się zgadzaliśmy, to wiedzieliśmy, że to wielki umysł.

Odwiedzał nas często w redakcji, a my jego w BWA. Bywały tygodnie, kiedy widzieliśmy się niemal codziennie. Był autodydaktą, człowiekiem olbrzymiej wiedzy, którą czerpał z książek, znał języki. Zaginał Michała z polityki i socjologii, a mnie z literatury. Artykułował swoje myśli w sposób elokwentny, czego nie powstydziłby się niejeden doktor czy profesor. Doceniał wartość „Skafandra” (porównał nas do francuskiego „Le Monde diplomatique”), widział w naszej gazecie przestrzeń do intelektualnej dyskusji i kształtowania młodego pokolenia.

Nieraz posługiwał się motywującym żartem: „A jak tam panów doktoraty?” – choć wiedział, że przed nami dopiero prace magisterskie. Kiedy się rozchodziliśmy, zawsze mówił: „See you tomorrow”. A pewnego razu uścisnął jeszcze moją dłoń i powiedział: „Jak to dobrze mieć przyjaciół”.


Seanse rysunkowe w Galerii Zamojskiej BWA, fot. Janusz Zimon

Miał świetny kontakt z młodymi ludźmi, zależało mu na nich, wierzył, że przemienią obecną cywilizację barbarzyństwa w cywilizację światłego rozumu. Widział dużą rolę w edukacji estetycznej i moralnej, tak zaniedbanych obecnie. Wiedząc o tym, pomogliśmy zaaranżować spotkanie Piro ze studentami Koła Filozoficzno-Socjologicznego, którym przedstawił swoje idee. Oprócz tego miał liczne odczyty w różnych miejscach w Polsce.

W rozmowach często powracał do ważnych dla niego książek, wśród nich były „Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy” Zygmunta Baumana, „Superklasa” Davida Rothkopfa, „Człowiek globalny” i „Nowy lepszy człowiek” Doroty Czajkowskiej-Majewskiej czy „Myśleć jak Leonardo da Vinci” Michaela Gelba. Tę ostatnią pozycję zakupiłem sobie, mówił bowiem, że to książka, którą powinien przeczytać każdy humanista.

Przy okazji Roku Miłosza, obchodzonego w Polsce w 2011 r., wskazywał na trzy, ważne jego zdaniem, utwory noblisty: „Zniewolony umysł”, „Widzenia nad Zatoką San Francisco” oraz „Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku”. Prosił mnie nawet, abym w tym Miłoszowym Roku omówił te utwory w „Skafandrze”. Mówił, że Herbert, którego cenię wysoko, przy całym swoim talencie nie napisał takich utworów jak te. Nie chciałem potraktować tego zadania powierzchownie i… rok minął. Na pewno kiedyś przeanalizuję wskazane teksty.

Przypuszczam, że dla Pana Stanisława najważniejsze były książki Czajkowskiej-Majewskiej. Po przeczytaniu „Człowieka globalnego” wpadł na pomysł realizacji przedsięwzięcia „Requiem”. Według informacji Piro, opartych na danych UNICEF-u, w XX w. na skutek głodu zmarło blisko 1,5 mld ludzi. Idea „Requiem” polega na tym, żeby przypomnieć światu o tym haniebnym fenomenie i działać na rzecz likwidacji obszarów głodowych w świecie. Piro był konceptualistą, a sztuka konceptualna daje pierwszeństwo nie tyle dziełu sztuki, co idei transponowanej na to dzieło sztuki. Nie trudno zgadnąć, jaką ideę Piro wpisał w swoje rysunki… Irytujące mogło być to, że pomimo ich wielości, są one podobne do siebie. Myślę teraz, że artysta w ten sposób usilnie przypominał nam o czymś bardzo istotnym, o czym rzadko pamiętamy w naszym zabieganym życiu.

Pewną noc spędziłem z jednym z takich rysunków, przyjrzałem mu się dokładnie i opisałem to, co zauważyłem. Tekst ukazał się w „Skafandrze” (17 marca 2011 r.) pod tytułem „Piro odkodowany. Społeczne treści w sztuce konceptualnej zamojskiego artysty”. To była dla niego niespodzianka. Pamiętam, że gdy przyszedł do redakcji po egzemplarz, nie rozmawiał z nami długo, jak to miał w zwyczaju, tylko czym prędzej poszedł czytać. Potem zadzwonił do mnie, dziękował i był bardzo zadowolony. Powiedział, że napisano o nim już kilka tekstów, ale ten mój to pierwszy analizujący jego twórczość. Dodał, że gdy będzie przygotowywał wystawę swoich rysunków, to chciałby, aby ten właśnie tekst znalazł się w folderze promującym tę wystawę.


Spotkanie w Owcy Całej. Od lewej: Dariusz Piekut, Stanisław Piro, ja i Wojtek Olszewski. Fot. Michał Karchut

W międzyczasie powstał w Zamościu pierwszy wegetariański bar „Owca Cała”. To doskonale wpisywało się w jego prozdrowotne koncepcje. Kiedy o godz. 17.00 zamykano BWA, przenosił się do „Owcy” i tam przesiadywał.


Z panem Januszem Puchałą zaczął realizować przedsięwzięcie „Edmund Monsiel – odsłona trzecia”, mające na celu odkłamać fałszywy schizofreniczny wizerunek rysownika z Wożuczyna i popularyzację jego prawdziwego obrazu artysty, który, tak jak Piro, ze swojej twórczości uczynił przesłanie moralne dla świata. Zaprosiliśmy obu panów do audycji na ten temat.


Stanisław Piro starał się również wypromować młodego, zdolnego rysownika Piotra Drożdżaka, uczęszczającego na Warsztaty Terapii Zajęciowej w Turkowicach. Piro był kuratorem wystawy prac Drożdżaka w Gminnym Ośrodku Kultury w Werbkowicach. Na ten temat także przeprowadziliśmy audycję.

Jechałem kiedyś samochodem, był ciepły, pogodny wieczór. Zobaczyłem Pana Stanisława idącego do domu, zamyślonego w swoim świecie. Jego marzenia zaczęły się spełniać pod koniec życia. Pewnego razu powiedział mi: „A wszystko zaczęło się od tego, że pan do mnie przyszedł”.

Kiedy pierwszy raz trafił do szpitala, odwiedziliśmy go z Michałem. Dałem mu do zrozumienia, że to nie ma co leżeć, tylko trzeba wstawać i wracać do realizowania projektów. To było powiedziane tak śmiechem żartem, ale po pewnym czasie wyszedł ze szpitala i miał się całkiem dobrze, byłem przekonany, że wszystko wróciło do normy. Odwiedził nas w nowym pokoju redakcji, jedliśmy razem drożdżówki ze szpinakiem.

W ostatnich dwóch miesiącach była przerwa wydawnicza i nie wiedzieliśmy się, choć dzwonił i prosił o spotkanie. Bywałem w Zamościu i pewnego razu miałem ze sobą ciężkie pudło z książkami i blisko godzinę oczekiwania na busa, a było zimno. Pomyślałem, że odwiedzę Pana Stanisława. Mieszkał w małym mieszkanku przy Kasprowicza. Stanąłem pod drzwiami zdyszany i pukałem. Pukałem wiele razy, nie było nikogo. Usiadłem sobie na chwilę przy schodkach na dworze i myślałem, gdzie może być Pan Stanisław. Pewnie zasiedział się w „Owcy Całej”. Wróciłem na przystanek i odjechałem.

Wczoraj na finałach konkursów PWSZ, dyrektor Jerzy Tyburski powiedział nam, że w niedzielę 25 marca zmarł Stanisław Piro, miał raka żołądka. Przeżył 87 lat. Znałem go zaledwie 2 lata, a miałem wrażenie jak byśmy się znali od zawsze. Cały czas trudno uwierzyć, że to się stało.


Jerzy Tyburski i Stanisław Piro, fot. Janusz Zimon

Całkiem niedawno prosił mnie, żebym napisał o nim trzeci tekst. Nie sądziłem, że będzie to właśnie ten, który piszę teraz. Mały wielki człowiek w samym środku swojego elementarnego kwadratu umieścił serdeczność. Obdarzał nią ludzi, dlatego oni przychodzili do niego.

Nie mam słów, by Cię pożegnać, wolę powiedzieć jak Ty: „See you tomorrow”.

28 marca 2012 r.





Przeczytaj też | Also read:
Pomagała innym, jej nie pomógł nikt | She helped everyone, none helped her
Chciał, byś się nie poddał | He wanted to you don't give up
Herbert – Do Henryka Elzenberga w stulecie jego urodzin
Eric-Emmanuel Schmitt – Pan Ibrahim i kwiaty Koranu (Mr. Ibrahim and the flowers of the Koran)