CHCĘ MIEĆ DOM | I WANT TO HAVE HOME
Dodane przez MasterZMC dnia 10.01.2012 23:58
Ludzka bezmyślność, przywiązanie, oczekiwanie na lepsze...
Rozszerzona zawartość newsa


Od paru tygodni po Majdanie Ruszowskim błąkał się rasowy pies golden retriever biszkoptowy. Ludzie na wsi mówili, że ktoś wyrzucił z samochodu dwa psy przed Świętami Bożego Narodzenia, jednym z nich miał być golden, drugiego psa przygarnął jeden z mieszkańców.

Ojciec zaczął dokarmiać goldena, był pomysł, żeby wziąć go do nas, ale nasz Bambo nie zaakceptował "intruza". Nie ma co się dziwić, sznaucery to bojowe psy, broniące swego terytorium. Nawet dwa razy pogryźli się z goldenem. Porzucony pies nie przejmował się tym i uparcie przychodził na nasze podwórko, a ostatnio spał u nas na tarasie (wcześniej pod gołym niebem lub w stodołach). A kiedy jechałem samochodem, biegł obok, tak jakby odprowadzał mnie. Zaczął się przywiązywać, ale wszyscy wiedzieli, że nie może tu zostać, bo nie było zgody.


Zacząłem działać. W Internecie umieściłem ogłoszenie: Oddam psa w dobre ręce. Pies golden retriever, nie szczeniak, ale jeszcze młody. Wyrzucony z samochodu przez dawnych właścicieli, do dziś nikt go nie przygarnął, idzie zima, a pies śpi pod gołym niebem. Niestety gmina może go tylko wywieźć do schroniska, a tam już po nim. Zainteresowanych proszę o kontakt: [mój numer]. W rozpowszechnianiu tej informacji pomagali mi znajomi. Swietłana powiedziała, że rozwiesi zdjęcia na uczelni, Ania stworzyła wydarzenie facebookowe, Perła wysyłała e-maile, Damian i Krystian mieli popytać swoich znajomych... Poszukiwania ruszyły pełną parą. Dawni właściciele, skurwysyny, nie wiedzieli, na kogo trafili...

Przez pewien czas nikt się nie zgłaszał... Niewiele brakowało a pies wylądowałby w mieszkaniu u Perły. Byłem przygotowany na to, by zająć się psem, gdyby wyjechała na dwutygodniowe wczasy na wiosnę. Mieliśmy plan, żeby tak właśnie zrobić. Po głębszym namyśle doszła do wniosku, że u niej pies nie będzie miał najlepszych warunków.

Pojechałem do Zamościa, do rodziny, której niedawno zmarł pies. Namawiałem ich, pokazywałem zdjęcia, nic z tego. Wie pan, to są psy lubiące towarzystwo domowników, a nas praktycznie cały dzień nie ma w domu.

Pojechałem do miejsca pracy, licząc, że zastanę pana Marka albo panią Bożenę. Nie zastałem ich. Wykonałem telefony. Bez pozytywnego rozstrzygnięcia.

I właśnie wtedy zadzwoniła do mnie kobieta z organizacji Złoty Pies, powiedziała, że mogą zaopiekować się psem i znaleźć dla niego dom. Pies jest umieszczany w schronisku, ale w oddzielnym boksie (bez innych psów), jest pod codzienną opieką wolontariuszki, która karmi go i wychodzi z nim na spacery. Pies zostaje wykastrowany, odrobaczony, zaszczepiony i dopiero wtedy przekazuje się go sprawdzonej wcześniej rodzinie. Ojciec się zgodził. Internet bywa pożytecznym urządzeniem.

Rodzice pojechali do gminy. Urzędniczka wyciągnęła wójta z jakiegoś zebrania, ojciec przedstawił mu sprawę. Wójt wykonał szybko telefon do kierownika schroniska i akcja przekazania psa wolontariuszce mogła już się odbyć.

Wolontariuszka i kierownik przyjechali błyskawicznie. Pies skomlał, chciał uciekać, ojciec wziął go na ręce. Wolontariuszka powiedziała, że ma dla niego pracę w Konstancinie pod Warszawą. Mama przekazała jej jeszcze telefony osób, które w ciągu ostatniego dnia zgłosiły się do nas. Jestem spokojny o los psa.

Ta historia pokazała mi, jak trudną sprawą jest adopcja psa. Ludzie na wsiach zazwyczaj mają już psy, a czasami nawet dwa, ludzie mieszkający w blokach nie bardzo chcą brać... Trudną sprawą jest adopcja psa, a co dopiero mówić o adopcji ludzi...

Właśnie jestem po obejrzeniu programu "Tomasz Lis na żywo", w którym podjęto temat nowej ustawy adopcyjnej. Ośrodki adopcyjne przeszły pod pieczę marszałków województw. Ośrodki publiczne muszą przeprowadzić w ciągu roku co najmniej 10 adopcji, a niepubliczne 20. Jeśli tego nie będą spełniać, zostaną zamknięte i podobno gdzieniegdzie już tak się dzieje. A im mniej ośrodków, tym dłuższy okres oczekiwania na dziecko. Ten okres do tej pory trwał nie krócej niż 2 lata.

Osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem adopcji zamiast in vitro. Wszystkim, którzy chcą dać komuś dom, życzę wytrwałości, a oczekującym – spełnienia nadziei.

9 stycznia 2012 r.





Zobacz też:
Adopcja Bursztynka
"Tomasz Lis na żywo" (9 stycznia 2012 r.)
Pomagała innym, jej nie pomógł nikt | She was helping others, none helped her