NIE MUSISZ CIERPIEĆ | YOU DON'T HAVE TO SUFFER
Dodane przez MasterZMC dnia 07.01.2012 16:20
Siedziałem w szpitalu i czekałem na lekarza. Obok mnie siedziała starsza pani ze swoim chorym mężem oraz starszy pan z wąsami.
Rozszerzona zawartość newsa

Siedziałem w szpitalu i czekałem na lekarza. Obok mnie siedziała starsza pani ze swoim chorym mężem oraz starszy pan z wąsami. I właśnie owy starszy pan wszedł w dyskusję ze starszą panią, a ja nasłuchiwałem.

– Proszę pani, Chrystus cierpiał dla odkupienia ludzi. To był zbożny cel. To miało sens. A jaki sens ma to, że teraz my cierpimy? – spytał pan z wąsami.
– Żeby w cierpieniu łączyć się z Chrystusem.
– Aj, co też pani mówi. Chyba się pani Radia Maryja nasłuchała. Chrystus cierpiał za nas i to miało sens. Proszę pani, ja pani powiem, bo pani pewno nie wie, ale Jan Paweł II, nasz papież, jako jeden z pierwszych mówił, że człowiek nie musi cierpieć. Nigdzie w Piśmie nie ma takiego zalecenia, a to, co tam ojcowie mówili, to nieistotne.
– A pan mi powie, jak można pogodzić się z chorobą, gdy człowiek dowie się, że ją ma?
– A ma pani inne wyjście? Mój świętej pamięci ojciec, gdy był chory i już wiedział, że umrze, mówił: „Nic ja na to nie poradzę. Było wiele królów, cezarów, faraonów, którzy gdyby mogli, wykupiliby się od tego. Ale nie mogli”.
(…)
– A wie pani, że Kościół nigdy oficjalnie nie uznał cudów w Lourdes i Medjugorie?
– Na razie nie może.
– A pani mi powie, po co ci ludzie tam pielgrzymują do Medjugorie.
– Dla nawrócenia.
– Nie trzeba iść do Medjugorie, żeby się nawrócić. Wystarczy poczytać trochę Pismo Święte.
Kobieta zreflektowała i pyta go w końcu, czy jest baptystą. Powiedział, że nie, ale na niektóre rzeczy, które robi Kościół, patrzy z przymrużeniem oka.
(…)
– A pani mi powie, co znaczy określenie „dobra śmierć”?
– Potraktowanie śmierci jak takiej koleżanki.
– Dla mnie „dobra śmierć” to znaczy szybka, momentalna, a nie, że ktoś długo umiera.
Powiedziała mu jeszcze, że kiedyś Chrystus powiedział coś jakiejś zakonnicy. On jej na to: „Zwłaszcza kobiety mają skłonność do wyolbrzymiania”.

Z tej całej rozmowy wstrząsnęło mną jedno… Oto siedziałem w szpitalu, w tym specyficznym kościele, w tym szczególnym znaku Bożej obecności, obecności przez cierpienie… I w tym właśnie miejscu usłyszałem, że ludzie nie muszą cierpieć, że ludzkie cierpienie jest bezsensowne. Pomyślałem, że gdyby chrześcijaństwo przyjęło taką perspektywę, to wszystko by się przewartościowało, zmieniłby się paradygmat. To byłoby tak jakby chrześcijaństwo przekreśliło to, co stanowi o jego sensie, co jest jedną z podstaw tej nauki.

Sam zadałem sobie kiedyś pytania: Czy życie człowieka to droga krzyżowa? Czy też droga krzyżowa to tylko jedna z wielu dróg, które człowiek musi przejść w czasie życia? Czy trzeba zapierać się swoich marzeń (a więc i samego siebie), zmieniać imię, zamknąć się przed całym światem? Odpowiedź na te pytania ustawia wiele rzeczy w życiu.

I oto Kościół katolicki stawiał mi za wzór ks. Jana Maria Vianney’a (1786–1859), który miał w zwyczaju biczować się i jeść spleśniałe ziemniaki (o tym w książce Wilhelma Huenermanna „Święty i diabeł”). Mój znajomy Tomasz był tym zbulwersowany. Powoływał się na słowa z Pisma Świętego mówiące, że ciało jest świątynią Ducha Świętego, więc jego uszkodzenie przez biczowanie albo nieświeże jedzenie jest grzechem, a nie przyczynkiem do świętości. Śmiano się z Tomasza i mówiono, że obala świętych. Ja natomiast sądziłem, że wszak nie chodzi tu o obalanie czyjejś świętości, a wskazywanie, że nie tędy droga, że ona nie prowadzi przez umyślne zadawanie sobie cierpienia, jak czyniono to w średniowieczu przez samobiczowanie bądź procesje biczowników, co zresztą zostało potępione przez papieża Klemensa VI w 1349 r. Nie musimy sami zadawać sobie cierpienia, bo ono i tak nas znajdzie, nie musimy się dokładać. Poza tym to nasze „dokładanie” to tylko ucieczka. Może łatwiej poradzić sobie z samobiczowaniem niż z cierpieniem zewnętrznym, choćby tym, które zadaje nam drugi człowiek?

Bez wątpienia nie miał racji starszy pan z wąsami wykluczając konieczność ludzkiego cierpienia, bo w Piśmie Świętym Paweł Apostoł mówił o dopełnianiu udręk Chrystusowych (Kol 1, 24). Ale czy to oznacza, że mam żyć jak Jan Maria Vianney, że mam zapomnieć o marzeniach i zostać kimś, kim nigdy nie chciałem być?

W te moje wątpliwości wszedł kiedyś ojciec Wiesław Oleszek, który utwierdził mnie w moim przekonaniu mówiąc, że Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi już w tym życiu. Odpowiadając sobie na zadane wcześniej pytania, uważam, że życie człowieka to wędrówka, w czasie której przemierza różne ścieżki. Czasami jest na ścieżce cierpienia, modlitwy, innym razem na ścieżce radości, pasji, marzeń. Ważne, by na każdej z nich potrafił odnaleźć Pana, który zawsze jest obok.

Paulo Coelho w swojej książce „Być jak płynąca rzeka” pisał:
Mit trzeci: Bóg znaczy poświęcenie. Wielu ludzi wybiera drogę wyrzeczeń i poświęcenia, uznając, że na tym świecie musimy cierpieć, by w życiu pośmiertnym zasłużyć na szczęście. Jednak jeśli ten świat jest darem od Boga, dlaczego nie mielibyśmy czerpać z niego tyle radości, ile daje nam życie. Przyzwyczailiśmy się do obrazu Chrystusa na krzyżu, lecz zapominamy, że Jego męka trwała zaledwie trzy dni. Resztę swego życia spędził podróżując, spotykając się z ludźmi, jedząc, pijąc, szerząc tolerancję. Do tego stopnia, że jego pierwszy cud był „politycznie niepoprawny”. Gdy na weselu w Kanie Galilejskiej zabrakło trunków, przemienił wodę w wino. Według mnie zrobił to, by pokazać, iż nie ma niczego złego w poczuciu szczęścia, w radowaniu się i zabawie – Bóg jest bardziej obecny, gdy jesteśmy wśród ludzi.

Ani intencją Coelho, ani moją, nie jest negacja cierpienia, bo jest ono jakoś potrzebne, czegoś uczy. Może uczyć pokory, bycia wyrozumiałym, dobrodusznym... Nie ma co jednak szukać samemu cierpienia i być wiecznie nieszczęśliwym. Trzeba nam czerpać radość z życia, spełniać marzenia i czynić uśmiech na twarzach ludzi. Tego uczą Wojownicy Światła, pamiętając o słowach Pawła Apostoła: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (Flp 4, 4).

3 grudnia 2009 r.






Zobacz też:
Musisz tańczyć jak derwisz! | I want to you dance like a dervish!
Powołanie Mateusza | The calling of Matthew
Niezwykłe odkrycie | Amazing discovery
Nadchodzi smutna wiadomość | A sad message is coming
Pora umierać | It's time to die (2007)
Prezent urodzinowy | A birthday gift
Uśmiech z lodówki | The smile from the fridge
Eric-Emmanuel Schmitt – Oskar i pani Róża (Oscar and the Lady in Pink)
Ludzie z bliska / Krzysztof Kolberger