TRUDNO ZOSTAWIĆ MIEJSCE | IT'S HARD TO LEAVE PLACE...
Dodane przez MasterZMC dnia 12.11.2009 23:56
Tego roku jurorzy Nagrody Literackiej Nike postanowili przyznać to prestiżowe wyróżnienie Eugeniuszowi Tkaczyszynowi-Dyckiemu za tom poetycki Piosenka o zależnościach i uzależnieniach. Natomiast Nagroda Czytelników Nike powędrowała do Krzysztofa Vargi za książkę Gulasz z turula traktującą o narodzie węgierskim. To właśnie Krzysztof Varga miał dziś swój wieczór w Zamojskim Domu Kultury.
Rozszerzona zawartość newsa

Uczestniczyłem już w kilku spotkaniach z pisarzami, ale za każdym razem było tak, że nie przeczytałem wcześniej książki, której dotyczyło spotkanie. Dziś było tak samo. I pomyślałem, że może to jest błąd, bo gdybym uprzednio przeczytał książkę, to byłbym bardziej świadomym uczestnikiem i mógłbym zawsze zadać jakieś pytanie dotyczące utworu. A że człowiek nie powinien wypowiadać się o książkach, których nie przeczytał, toteż ja nie będę pisał o Gulaszu z turula, ale napiszę o spotkaniu. Bo każde spotkanie coś przynosi...

Co przyniosło spotkanie z Krzysztofem Vargę? Najpierw "Tristana i Izoldę" i kawę. Jeszcze zanim się zjawił laureat Nike, koleżanka Kasia przekonywała mnie, że "Tristan i Izolda" to wspaniała książka. Przypomniała mi się moja nauczycielka polskiego z liceum, która w pierwszej klasie zapowiadała nam tę książkę jako dzieje najpiękniejszej miłości. Zawsze przy takich stwierdzeniach możemy zapytać, czy to nie jest wyidealizowane. Koleżanka Kasia przekonywała mnie, że nie, bo za każdym razem, gdy kochankowie się schodzą, Tristan boi się, że ich znajdą.
Trochę się opóźniało, więc panie z ZDK-u zaoferowały wszystkim kawę przekonując, że to kawa trochę po węgiersku. Koleżanka Monika i Kasia skorzystały, ja też, choć zasadniczo nie pijam kawy i gdyby dowiedział się o tym Zenek Kurzyna z pewnością uznałby mnie za herbacianego zdrajcę. Cóż, idziemy w stronę artyzmu i rozkoszowania się chwilą.
Monika opowiadała, że... Kiedyś w pewnej knajpie w Krakowie widziała za szybą Pieczyńskiego, który był ubrany w białą koszulę, pił kawę i czytał książkę, trzymając ją w dłoni. To ją urzekło. Wniosek był nader oczywisty: "Idę na Uniwersytet Jagielloński!" Ta chwila przyszła wspomnieniem kilka lat później, właśnie teraz, gdy siedziałem w klimatycznej kawiarni Zamojskiego Domu Kultury, gdzie za chwilę miało odbyć się spotkanie z laureatem Nike... Spijałem kawę razem z tą chwilą.

I przybył Krzysztof Varga. Opowiem to, o czym mówił, a mówił głównie o Węgrzech i Węgrach. Węgrzy nie są narodem europejskim, a przybyłym do Europy w IX wieku, gdzieś z Azji. Turul to mityczny ptak, który miał ich właśnie tu przyprowadzić. Punkt "A", z którego wyruszyli nie jest dokładnie ustalony. Oczywiście ojczyznę można zdobyć, ale czy prawdziwa ojczyzną narodu nie jest miejsce, z którego się pochodzi, z którego się wyruszyło?

Węgry to państwo otoczone krajami słowiańskimi i germańską Austrią, z którą kiedyś funkcjonowało jako Austro-Węgry. I właśnie ten twór państwowy określany jest jako czasy "wielkich Węgier". Jak po I wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość, tak Węgry straciły 2/3 swego terytorium.




"Wielkie Węgry" funkcjonują w świadomości narodowej Węgrów nieprzerwanie. Trochę na podobnej zasadzie jak polska tęsknota za Kresami, za Wilnem i Lwowem. Tyle, że według Krzysztofa Vargi ta polska tęsknota ma bardziej charakter generacyjny, po prostu wynika z tego, że albo ktoś z jeszcze żyjących mieszkał tam kiedyś, albo został tam ktoś z rodziny, itp. Natomiast rozpad "wielkich Węgier" jest dla tego narodu większą traumą niż dla Polaków Katyń czy Jałta.
Tam podczas jednej z manifestacji antyrządowych oprócz żądania dymisji premiera na transparentach pojawiły się żądania zwrócenia dawnych ziem. To tak jakby teraz w Polsce ktoś zorganizował manifestację przed budynkiem Tuska z transparentami: "Oddaj nam Wilno i Lwów".
Na Węgrzech nawet młodzież licealna nosi koszulki z mapą "wielkich Węgier". W Polsce nie spotyka się, żeby ktoś chodził z koszulką II RP. Polska młodzież ma inne dylematy, np. czy jechać do Anglii na zarobek czy zostać w Polsce. Krzysztof Varga nie wartościował jakoś tego zjawiska, a mówił o nim po to, by pokazać różnice między narodem węgierskim a polskim.

Przedstawił też Węgry jako kraj bardzo przywiązany do swojej tradycji. Tam ludzie spotykają się po pracy, by tańczyć swoje tańce narodowe. Nawet w klubach jednego dnia można posłuchać jazzu, drugiego rocka, a jeszcze innego pobawić się tańcząc tańce narodowe.

Była też refleksja o Polsce. Mówił, że Polska zdecydowała się być "Chrystusem narodów", "Winkelriedem narodów". Każdy pamięta ze szkoły pytanie o Wokulskiego, czy to pozytywista czy romantyk. Może lepiej byłoby dla Polski, gdyby bardziej poszła w stronę pozytywistyczną?

Książka Gulasz z turula dopiero się ukazała na rynku węgierskim, ale jej autor przypuszcza, że może tam nie być dobrze przyjęta, bo z tego, co zrozumiałem ukazuje w niej naród węgierski bardziej od tej strony powiedzmy "zakompleksionej". Jak sam mówi, ta książka nie jest prawdziwym reportażem, bo żeby napisać prawdziwy reportaż trzeba mieć w sobie jakąś empatię wobec opisywanych ludzi, a on jej nie posiada.

Skąd u Krzysztofa Vargi takie zainteresowanie tematem węgierskim? On sam jest pół-Węgrem i pół-Polakiem, gdyż jego ojciec był Węgrem, a matka Polką. W tym sensie może powiedzieć i powiedział, że jego ojczyzną są Węgry, a "matczyzną" Polska.
Matka mieszkała w Warszawie. Ojciec po 44 latach mieszkania na Węgrzech przeniósł się do Polski. Trudno jest zostawić na zawsze miejsce, gdzie spędziło się pół życia. Dlatego właśnie często zabierał rodzinę do Budapesztu. (Młodemu Krzysztofowi nie podobało się, że co roku jeżdżą w to samo miejsce, bo dziecko chciałoby przeżywać różne przygody).
Przyszedł później czas, gdy ojciec nie był już sprawny, by samemu prowadzić samochód. Wtedy za kierownicą siadał Krzysztof i jechali w stronę ojcowskiej ojczyzny. Gdy przejeżdżali przez Słowację, ojciec spoglądał przez szybę z melancholią i mówił: "To kiedyś było nasze..."
Przyszedł czas, gdy Krzysztof Varga sam zaczął jeździć na Węgry. Może by szukać odpowiedzi na pytania, skąd jestem i kim jestem?





Zobacz też:
Koniec świata, czyli Polska od morza do morza
Ta nieznośna groza bytu…