TAK NIEWIELE...
Dodane przez MasterZMC dnia 30.10.2009 22:26
Zadzwoniła do mnie, a właściwie to ja zadzwoniłem do niej, a ona oddzwoniła. Miała nowe pomysły. Dziś nie mogła. Powiedziałem, że przyjdę jutro wieczorem jeszcze przed ceremonią. Bo wiedziałem, że w trakcie zgubię się w tłumie.
Rozszerzona zawartość newsa

Zadzwoniła do mnie, a właściwie to ja zadzwoniłem do niej, a ona oddzwoniła. Miała nowe pomysły. Dziś nie mogła. Powiedziałem, że przyjdę jutro wieczorem jeszcze przed ceremonią. Bo wiedziałem, że w trakcie zgubię się w tłumie.

Nazajutrz obudziłem się. Było jeszcze dobre dziewięć godzin. Postanowiłem, że pójdę teraz. Szedłem rześko i zdecydowanie. Po drodze chciałem pomodlić się za nią, ale różaniec w mych palcach modlitwie zabrał słowa. Nie mogłem przypomnieć tajemnicy. Tak dawno to było. Jak oddech w piersi, jak wiatr w zamknięte oczy. Przypomniałem. Modlitwa w Ogrójcu. Ale ja na zaś wyciągałem ciernie.

Dotarłem. Musiałem przedrzeć się jeszcze przez tłum małych istot, przyszłości świata. Jestem. Pukam i łapię za klamkę... Nie było jej. No nic, przyjdę przed ceremonią.

Po powrocie z zajęć i po obiedzie zmogło mnie. Coraz częściej to się zdarza. Zapadłem w sen spokojny, jak ten o Solinie. Gdzieś przed czwartą zapytano mnie, na którą idziesz. Na wpół przez sen powiedziałem, jeszcze nie, później.

Dobiegała piąta. No już czas. Ceremonia jest o szóstej, to akurat będę wcześniej. Ogarnąłem się, załadowałem torbę i maszerowałem. A już się ściemniało. Doszedłem na miejsce. Było cicho i pusto, w końcu jeszcze było dużo czasu do ceremonii. Pukam i łapię za klamkę... Zamknięte. Od razu oznajmiono, że przecież jest na ceremonii. Jak to? To już się zaczęło? Miało być o szóstej. Nie, o piątej, ale jeszcze można dołączyć. No było już w pół do szóstej. Przez chwilę myślałem... Ale nie. Nie lubię być spóźniony. Nie będę robić z siebie głównego obiektu. Poza tym, jak nie będzie gdzie, to, co wtedy.

Wracałem z powrotem do domu. Notabene znów drogą szczęścia. A przecież pytano mnie, jak spałem, na którą idę... Ehh... Poszedłem sobie fotografować romantyczne krajobrazy. Świecące lampy, mgły, dal, chodnik, straszne drzewa... W takich właśnie okolicznościach mógłby się odbyć astralny mezalians jak chciał tego Onyszczuk. Sfotografowałem rozstaj, na którym wybrałem życie. Sfotografowałem bez większych emocji, podobnie jak wszystko. Szczeniackiej miłości już nie będzie.

Wróciłem do domu trochę zawiedziony. Ten sam Edyp, co o trzeciej wsiada do taksówki i daje rozkaz na kierunek przeznaczeń. Robiłem dziś wszystko.

Tak niewiele trzeba, żeby się nie spotkać.


Fot. Mateusz Sawczuk





Zobacz też:
Mateusz Sawczuk - Pierścionek
Karol Onyszczuk - Naprawdę chłodna noc
Olga