DARIUSZ PIEKUT
Dodane przez MasterZMC dnia 03.09.2011 23:54


PODRÓŻ ARTYSTY

Już blisko 30 lat trwa twórcza podróż Dariusza Piekuta kreślona piórem i pędzlem. Podróż, w której wędrujemy wraz z nim po dziwnych miejscach, wielkich labiryntach, przestrzeniach wyglądających na opustoszałe miasta. Na niektórych obrazach można znaleźć motywy biblijne czy dantejskie. A całość surrealistyczna, z pogranicza snu. W grafice dominuje przestrzeń symboliczna, w malarstwie dodatkowo pojawia się pejzaż.

Artysta przyznaje, że do tej "pejzażowości" inspiruje go krajobraz Roztocza. Tutaj najbardziej reprezentatywny jest cykl „Na Roztoczu”. Trzeba jednak przyznać, że więcej jest elementów quasi-urbanistycznych i quasi-przemysłowych. Quasi – bo wszystko jest jakby nie do końca realne, nie do końca uporządkowane. Można powiedzieć, że są to kompozycje futurystyczne.

Bardzo często występują wieże bądź wysokie spiczaste budowle. Natomiast nigdzie tutaj nie znajdziemy ludzi. W obliczu olbrzymich konstrukcji, niemal ściśniętych ze sobą, nie ma miejsca dla zminiaturyzowanego człowieka. Kim bowiem jest człowiek w nieskończonym kosmosie? Samotną, małą mrówką.

I jeszcze rzecz, o której warto wspomnieć, a mianowicie narracyjność tych obrazów, co ujawnia się choćby w tytułach „Słuchamy kosmosu”, „Morskie opowiadanie”. Pisała o tym Agnieszka Kuśnierz i na pewno miała rację. Obraz więc staje się opowieścią, historią, którą odbiorca sam musi sobie opowiedzieć. Sam Dariusz Piekut przyznaje, że intrygujące są dla niego właśnie takie momenty, gdy osoba oglądająca obraz bądź rysunek dostrzega w nim coś, co nie było zamysłem autora. W ten sposób odbiorca będąc interpretatorem, staje się niejako drugim autorem. Przyjmijmy, że jest to naturalny element procesu twórczego.

Aby dopełnić refleksji nad twórczością Piekuta, przywołajmy jeszcze wypowiedź zamojskiego artysty Stanisława Piro: Jest to wielka surrealistyczna wyobraźnia, gdzie elementy rzeczywistości splatają się z elementami, które są wykreowane w głowie artysty. Najważniejsze jest jednak to, że u Piekuta wszystko przeprowadzone jest delikatną kreską, która dzisiaj jest już rzadko stosowana, gdyż raczej mamy tendencję do tego, żeby zadziałać szerokim pędzlem, bez nabożeństwa dla szczegółu. Tymczasem u Piekuta te wizje są wykreowane niesłychanie precyzyjną kreską. Dowolny jego obraz można pociąć na dwadzieścia mniejszych kawałków, powiększyć i wciąż będą to znakomite kompozycje. Zachwyt budzi nie tylko pracowitość Piekuta, ale również rezultat tej pracowitości. Jest to fenomenalna grafika i malarstwo – tak można to podsumować.

Początki jednak nie były łatwe, gdyż wiele drzwi było przed nim zamkniętych. Kilka razy starał się o przyjęcie na studia artystyczne. Gdy wydawało się to już niemożliwe i kiedy miał rozpocząć służbę wojskową, otrzymał szczęśliwą wiadomość o przyjęciu na studia w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS. Teraz jest uznanym polskim artystą, mającym w dorobku wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. Najlepszym dowodem uznania jest zdobyty niedawno certyfikat najwyższej jakości przyznany w Pilznie.

Bieżąca wystawa prac malarskich i graficznych prezentowana w BWA nie jest jednolita, pokazuje różne kierunki, którymi Piekut zmierza. Składają się na nią: malarstwo na płótnie, pastele na kartonie oraz rysunki piórkiem i ekoliną. Prace graficzne prezentują ciągłe dążenia artysty do osiągnięcia jakiejś skończonej formy rysunku, czyli budowanie przestrzeni za pomocą kreski, co autor nazywa „tkaninowcami”, jako że sposób kładzenia kreski przypomina strukturę płótna. „Tkaninowce” nawiązują do pejzażu miejsko-industrialnego. W malarstwie pojawiają się kontrastowe zestawienia połączone z konstrukcjami znanymi z rysunków. W ostatnich pracach malarskich autor staje się również komentatorem zaistniałej rzeczywistość, stąd takie tytuły prac jak np. „Co się stało z pociągami?”

Dariusz Piekut szuka ciągle nowych inspiracji i jak sam przyznaje, czuje, że jeszcze nie namalował najlepszego swojego obrazu. I to uczucie motywuje go do dalszego tworzenia, do dalszej podróży.





Na dnie II

W mitologii greckiej istniała kraina zwana Tartar, najciemniejsza i najmroczniejsza. Znajdowała się pod ziemią, pod Hadesem. Odległość od Hadesu była równa odległości między niebem a ziemią. Tak obrazowano tę głębokość: gdyby wrzucić kowadło w ziemię, to zanim spadłoby do Tartaru, leciałoby w dół przez siedem dni. Budzi wyobraźnię, prawda?




Miasto portowe II

Wertykalna zabawa przestrzenią i strzelistość budowli może być wyrazem niepokoju współczesną cywilizacją. W mieście portowym, podobnie jak w innych rysunkach mamy do czynienia z klimatem futurystycznym. Dwie konstrukcje przywodzą na myśl Symplegady, dwie skały zamykające się i otwierające bardzo szybko, przez które musieli przepłynąć argonauci w wyprawie po złote runo.




Co się stało z pociągami?

A ludzie, jak to ludzie wciąż krzątają się i dokądś pędzą, dokądś jadą. Czy jeszcze kiedyś usłyszą dźwięk lokomotywy na roztoczańskich torach?





Stoję na baczność

Życie czasami stawia nas na baczność, ale my się wcale tym nie przejmujemy i w Herbertowskiej postawie wyprostowanej kroczymy naprzód.

“Skafander. Gazeta Akademicka”, 14 października 2010 r., nr 3






Zobacz też:
Muzyka jest światem | Music is the whole world
Podróż jest we mnie | Travel is inside me
Jerzy Tyburski